Śledztwo.
Terapeuta to taki detektyw: podczas sesji zbiera poszlaki, aby znaleźć powiązanie między obecnie przeżywanymi trudnościami nastolatka a tym, co mogło być pośrednią lub bezpośrednią przyczyną obecnego kryzysu. To żmudna praca, bo przecież osoba mająca naście lat jest często nieufna, nie chce lub nie może powiedzieć pewnych rzeczy wprost.
Każdy psycholog i terapeuta ma swoje sposoby na to, by przedrzeć się przez zasieki nieufności, żalu, smutku i poczucia wstydu. Często taka praca rozciąga się na wiele miesięcy, bo – zwłaszcza na początku – trudno zrozumieć, dlaczego 15-latek się samookalecza, czuje lęk przed klasą, zamartwia się o przyszłość. Jeszcze trudniej bywa w momencie, w którym podczas rozmowy w bezpiecznej przestrzeni gabinetu rozlegają się zdania, których tak bardzo boją się rodzice:
- Nie chcę żyć.
- Ciekawe, czy będą po mnie płakać.
- Już dłużej nie wytrzymam.
- Czuję się jak gów…
Wskazówki.
Często okazuje się, że stan w którym znalazł się Wasz syn lub córka to odpowiedź np. na to, co od dłuższego czasu dzieje się w domu i trzeba interweniować: porozmawiać z rodzicami i nakierować w taki sposób, aby z jednej strony mieli materiał do przemyśleń, a z drugiej, by zaczęli działać. Po nowemu.
Tak, rozmowa z rodzicami często jest znacznie większym wyzwaniem, niż cały proces budowania zaufania, otwierania młodego człowieka na poczucie sprawczości, asertywność, odbudowywania lub budowania od podstaw jego/jej poczucia wartości, przekonania, że warto żyć, że ma zasoby…
Co jednak, gdy Rodzice są głusi na argumenty terapeuty? Co, gdy wszystko już jasne, terapeuta wspólnie z nastolatkiem wie, co nie gra, co można zmodyfikować, co trzeba zrobić koniecznie i natychmiast, a po drugiej stronie – oprócz zapewnień, że od teraz będzie inaczej/ lepiej – nic się nie zmienia?
Nic się nie zmienia, ale się zmienia.
Zdarza się, że Rodzice zgłaszają pretensje o to, że terapia jest długa, że nic się nie zmienia, no, może oprócz tego, że córka jest troszkę weselsza, lepiej radzi sobie z wyzwaniami, ale np. dalej się okalecza lub jest z nią „kiepski kontakt”?
Nawet nie wiecie (a może wiecie?), ile czasu, wytrwałości, sposobów i sposobików potrzeba, aby próbować wyciągnąć młodego człowieka z objęć zaburzeń lękowych, depresji, myśli samobójczych, presji ocen i wyników.
Dajcie nastolatkowi, sobie i terapeucie czas.
Drodzy Rodzice,
Terapeuta nie jest Waszym wrogiem. Nie chce zastąpić Was w roli dostarczycieli ciepła, serdeczności, wsparcia i miłości. Bywa, że mówi Waszemu dziecku rzeczy dla Was niewygodne, nigdy jednak nie powinien nastawiać go/jej przeciwko Wam.
Zaufajcie mu/jej. Córce/synowi/terapeucie Waszego dziecka. Spróbujcie wprowadzać proponowane zmiany. Jeśli macie wątpliwości, nie rozumiecie czegoś, buntujecie się – otwarcie to mówcie w gabinecie (a nie dziecku na ucho lub całkiem głośno).
Wasze dziecko niezależnie od tego na co choruje, ma nadzieję, że będzie mu lepiej, że stanie na nogi, że będzie miało więcej siły. Jego/jej praca to często złość, smutek i przerażająca samotność. Czeka na Wasz ruch…
Działajcie, zaufajcie, bądźcie. Nawet, jeśli nie wierzycie, nawet, jeśli podważacie, nawet, jeśli uważacie, że terapeuta to idiota, który na niczym się nie zna…
Pomocna może być grupa wsparcia.
Często mam okazję do rozmowy z Rodzicami nastolatków z depresją z jednej z grup wsparcia na Fb, którzy są sponiewierani przez chorobę, utytłani w błocie poczucia winy, złości, żalu i bezradności wobec okrucieństwa choroby. Którzy czasem nie wierzą, że tam gdzieś za czarnym lasem tli się iskierka nadziei na to, że ich dziecko wyzdrowieje.
Niestrudzenie jednak chcą, by było lepiej. Nieustępliwie wierzą, że zmiana jest możliwa. Przy wszystkich swoich wadach, odczuwanych trudnościach, niedoskonałościach (któż z nas jest bezbłędny?) chcą zrozumieć problemy swojego nastolatka.
Jeśli macie diagnozę, poszukajcie grup wsparcia, również tych istniejących w mediach społecznościowych.
Ileż bym dał, by zdjąć z nich brzemię choroby.
Ileż bym zrobił, aby dostali choć odrobinę wytchnienia.
Podziwiam ich za to, że trwają przy swoich dzieciach. Szukają rozwiązań.
Są blisko. Są autentyczni.
Ileż trzeba mieć siły i samozaparcia, by na co dzień mierzyć się z nastolatkiem, który się nie uśmiecha, który nie chce pograć w piłkę, który się nie odzywa i odmawia rozmowy.
Ileż trzeba mieć odwagi, by samemu opatrywać rany po samookaleczeniach…
Ileż trzeba mieć pokładów determinacji, by mimo doświadczenia próby samobójczej własnego dziecka nadal żyć w poczuciu, że wszystko ma jakiś sens…
Drodzy Rodzice, którzy nie wierzycie w chorobę, którzy podważacie diagnozy, którzy szukacie dla siebie usprawiedliwienia.
Potrzebujecie przede wszystkim rzetelnej wiedzy.
Może zacznijcie od książek z diagnozą Waszego dziecka w tytule.
Może poszukajcie grupy wsparcia dla rodziców dzieci z… [tu choroba Waszego dziecka].
Jeśli terapeuta nie jest w stanie do Was dotrzeć, to może przekonają Was historie innych rodziców? Głęboko wierzę, że to ma głęboki, terapeutyczny sens. Bo tylko dzięki działaniu macie szansę zmienić swoje nastawienie i do dziecka i do choroby. Bo macie szansę na wsparcie i zrozumienie Waszych trudnych emocji. Bo macie szansę być wysłuchani ze wszystkimi wątpliwościami.
Zróbcie to dla siebie, dla Waszych dzieci. Nie za tydzień, miesiąc, a teraz, zaraz…
Bo może być za późno…
O tym, czy dziecko może manipulować Wami w trakcie chorowania, możecie przeczytać w artykule:
Image by LaterJay Photography from Pixabay