Przed początkiem roku szkolnego

2024-08-31

Autor: Jacek Wolszczak

Drodzy Rodzice,
Przed początkiem nowego roku szkolnego warto pamiętać o kilku rzeczach. Wasze dzieci/ nastolatki:

Mają prawo nie wiedzieć.
Po to wszak chodzą do szkoły, żeby się dowiedzieć i nauczyć.

Mają prawo odczuwać stres, lęk, niepokój nawet, jeśli nie zmienili szkoły.
Bywa, że Wasze dzieci „denerwują się”, bo nie wiedzą, co je czeka. Niezależnie od powodów ich niepokoju czy lęku, zamiast „wszystko będzie dobrze” lub „nie ma powodu, żebyś…”, warto stwierdzić:
- Rozumiem, że jest ci trudno. To naturalne, zwłaszcza, gdy mamy przed sobą nowy etap. Pamiętaj jednak, że jestem twoją mamą, kocham cię i jeśli tylko będziesz potrzebować mojej pomocy – daj znać. Masz prawo tak się czuć. Czy jest coś, co mogę dla ciebie zrobić w tym momencie? Co może Ci pomóc?

Mają prawo prosić o pomoc i wytłumaczenie.
Gdy to robią, jeśli to możliwe, wspierajcie je. Jeśli nie wiecie, mówcie bez poczucia wstydu, że nie wiecie i… wspólnie szukajcie rozwiązań. Pamiętajcie, że wsparcie to nie wyręczanie, a towarzyszenie, uważność i wiara w to, że będzie dobrze. Tę wiarę w sukces możecie podkreślać zawsze. Naprawdę: zawsze.

Mają prawo oczekiwać szacunku od tych, którzy ich uczą.
Autorytet zaczyna się od szacunku. Relacja zaczyna się od poważnego traktowania. Zaufanie zaczyna się od akceptacji. Warto rozmawiać. Z Waszymi dziećmi. I nauczycielami, nie przyjmując z góry swoich interpretacji za pewnik tego, co się wydarzyło.

Mają prawo oczekiwać pomocy w sytuacjach trudnych.
Dotyczy to nauczycieli i Was, Drodzy Rodzice. To Wy macie wpływ na budowanie sojuszu między Wami, a pedagogami. Rozmawiajcie, wciąż dawajcie jasny sygnał, że perspektywa Waszego dziecka jest bardzo ważna. Weryfikujcie to, co słyszycie na temat konkretnych sytuacji. Jeśli nie ma współpracy, zrozumienia, jest znacznie mniejsza szansa na wypracowanie nowych rozwiązań. Działajcie zdecydowanie. Dziecko oczekuje Waszej reakcji. W tej relacji jest od Was zależne, choćby było najbardziej samodzielnym młodym człowiekiem pod słońcem.

Mają prawo nie lubić kogoś ze swojej klasy, nie wyłączając nauczyciela.
Nielubienie nie może jednak oznaczać braku szacunku. Gdy Wasz nastolatek mówi o „kretynie” z klasy, warto wspomnieć, że to niemożliwe, by lubić wszystkich i on/ona ma prawo do tego swojego nielubienia. Jego/ jej niesympatia jest OK. Zapytajcie jednak, co kryje się pod tym „kretynem”? Czym dana osoba zasłużyła sobie na taki epitet? Warto pytać o konkretne sytuacje i zachowania. To ściągnie Wasze dziecko z poziomu przekonań do konkretu. To właśnie z czymś konkretnym, realnym warto i trzeba dyskutować. Z epitetami nie warto. Gdy Wasze dziecko mówi o matematyczce „idiotce” zasada jest ta sama. Zauważajcie i starajcie się nazywać emocje, ale pytajcie o konkrety.

- Podejrzewam, że jesteś zły na panią X. Co się konkretnie wydarzyło? Opisz mi to, bo chcę ciebie lepiej zrozumieć.

Nie przytakujcie na przekleństwa kierowane pod adresem pedagogów. To tylko utwierdza Wasze dziecko, że może tak mówić. Dopytujcie, gdy słyszycie złośliwe komentarze pod adresem wychowawcy czy przedmiotowca. Pytajcie o perspektywę Waszego dziecka/ nastolatka. Nie zatrzymujcie się jednak wyłącznie na jego/jej wersji wydarzeń. Warto zapytać:
- A jak ci się wydaje, jak tę sytuację mogła zinterpretować pani X.?

Mają prawo być akceptowanymi, bez względu na to, kogo kochają, jakiej muzyki słuchają, w co wierzą lub nie wierzą.
Tu nie ma wątpliwości: każde zachowanie, które nie krzywdzi drugiego człowieka jest OK. Każdy pogląd jest dopuszczalny, każda miłość, hobby, przyjaźń i muzyka jest w porządku. Nie oceniajcie, nie wyśmiewajcie, a przyjmujcie. Przecież to Wasze dziecko. Wasza krew. Wasz skarb.

Mają prawo być wysłuchanymi.
Nie zakładajcie z góry, że to, co chce Wam powiedzieć Wasze dziecko jest „głupotką”. Jeśli przychodzi do Was to znaczy, że a) uznał/a, że to dla niego/niej ważne, b) uznał/a, że warto Wam o tym powiedzieć. Żeby zrozumieć i zareagować musicie wiedzieć. Domyślanie się zostawcie na inne okazje…

Mają prawo nie być najlepszymi w klasie.
Nie porównujcie Waszego dziecka z innymi. Nie stwarzajcie presji na wynik. Wasz nastolatek może próbować wielu rzeczy, również tych poza szkołą. Jeśli nie jest to niebezpieczne dla niego/niej, to jest OK. Serio, może mieć 3 z matmy, a to, że „przypomnicie”, że jej/jego koledzy mają 4 nie zachęci do „cięższej pracy”, a znacznie szybciej spowoduje frustrację i niechęć.

Mają prawo do porażki (tej dużej i tych mniejszych).
Porażka uczy najwięcej. Porażka uczy najszybciej. Przy Waszym wsparciu może to być nowy początek. Akceptujcie, a jeśli to będzie możliwe, kierujcie jego/jej uwagę na rozwiązania, a nie na to, że popełniło błąd. Nie bądźcie kotwicą. Bądźcie żaglem. Owszem, nie macie wpływu na zmianę wiatru, ale świadomość, że jesteście po ich stronie to najlepsze, co możecie im dać.

Mają prawo nie spełniać oczekiwań Waszych i nauczycieli.
Dlatego tak ważne jest, byście „puścili je wolno”. To pozwoli im na eksplorowanie i wybieranie tego, co IM służy, a nie komuś innemu. Tak się właśnie wspiera motywację – super, jeśli porzucicie swoje nawet najlepsze pomysły na rzecz dziecięco-nastoletnich samodzielnych odkryć. Będzie trudno, może to w Was powodować frustrację, żal, smutek, ale dzieci nie są od spełniania Waszych oczekiwań. Jesteście dla nich najważniejsi – o tym Wam raczej nie powiedzą – w sytuacji, gdy szukają swojej drogi, gdy konkretne rzeczy ich ciekawią. Wasze komentarze na ten temat są niezwykle istotne. Wasze dzieci liczą się z Waszym zdaniem, bo (jeszcze) jesteście dla nich autorytetem. Bo wierzą, że chcecie dla nich dobrze. Nie depczcie tego słowami rzucanymi w kłótni. Dopuszczajcie do siebie myśl, że można działać/myśleć inaczej, niż Wy. To właśnie stwarza szansę na to, by w przyszłości byli autonomiczni i śmiali w podejmowaniu decyzji. 

Owszem, nauczyciele też oczekują określonych aktywności. Nie jest to jednak jedyny wyznacznik „zdolności” Waszego dziecka. Warto uznać, że nasza perspektywa (rodzica i nauczyciela) może być pomocna przy odkrywaniu potencjału, ale pamiętajcie, że to Wasze dziecko/ nastolatek jest kimś, od kogo najwięcej zależy. Wasze dziecko nie musi z automatu uznać zdania dorosłych. Nie oznacza to, że jest „niewychowane” czy, że jesteście nieudolnymi rodzicami. Oznacza jedynie, że każdy z nas (Wy, znajomi, przyjaciele i Wasze dziecko) może myśleć, odczuwać, reagować po swojemu. Każdy ma też święte prawo, by doświadczać tego, co nas spotyka na własnych zasadach. Jeśli nie krzywdzimy przy tym innych – wszystko jest OK. Wy, jako rodzice, osoby dojrzałe i odpowiedzialne, możecie zastanowić się, co konkretnie prowadzi do Waszej frustracji: czy chodzi rzeczywiście o Wasze dziecko i np. jego zachowanie, czy może o to, czego sami doświadczaliście na początku Waszej edukacyjnej drogi…

Mają prawo czuć złość, bo nauczyciel się "uwziął".
Wszelkie emocje są dozwolone. Zabroniona jest agresja. Dopytujcie, co konkretnie Wasz syn/córka ma na myśli, mówiąc, że nauczyciel się „uwziął”. Zdarza się, że… tak właśnie się dzieje. Może – zamiast nurzać się w zarzutach do nauczyciela – zapytać go, o co chodzi? Może warto na spokojnie podejść do tematu i uznać, że znacznie więcej zyskacie stawiając na współpracę i próbę zrozumienia, co tak naprawdę się dzieje. Gdy nauczyciel Wam odpowie, powtórzcie to, co powiedział własnymi słowami i zapytajcie, czy dobrze zrozumieliście. Pamiętajcie: działanie w emocjach może jeszcze bardziej je „podkręcić”. Spotkajcie się z osobą, której dotyczą zarzuty. Spiszcie na kartce konkretne tematy, które chcecie poruszyć na spotkaniu. Nie idźcie z konkretnym nastawieniem. Dajcie sobie i nauczycielowi przestrzeń na informację zwrotną, a nie wzajemną wymianę ognia.

Mają prawo czuć smutek, gdy ktoś ich zawiedzie lub jakaś ważna dla nich relacja się skończy.
Dajcie więc im czas na przeżycie smutku, żalu, poczucia rozczarowania. Mając Waszą akceptację znacznie szybciej mogą przejść do stanu emocjonalnego sprzed rozstania. Nie pocieszajcie na siłę. Często cisza znacznie głośniej wyraża to, że jesteście w tym z Waszym dzieckiem, niż najwspanialsze słowa, które cisną Wam się na usta. Wasze dziecko uczy się w ten sposób, że są takie momenty, że jesteśmy smutni i że bycie smutnym jest czymś naturalnym, przed czym nie trzeba uciekać, czego nie warto unikać ani tłumić. To wcale nie spowoduje, że w dłuższej perspektywie poczujemy się lepiej, a raczej nauczy, by nie okazywać emocji. To może potem napędzać lęk. A chodzi o to, by napędzało rozpoznawanie i akceptację dla wszystkich stanów emocjonalnych. 

Każda trudność i mierzenie się z emocjami to trening przed kolejnymi relacjami, również tymi romantycznymi. Nie dając sobie prawa do smutku i łez, rozczarowania, złości i innych emocji po rozstaniu, przy kolejnej porażce czy niepowodzeniu Wasze dziecko wciąż na nowo, na tym samym poziomie będzie odczuwać to, czego tak bardzo nie chce przeżywać.  Pozwalając sobie na trudne emocje i płacz ma szansę uznać, że ten stan nie będzie trwał do końca życia. Jeśli ma przy sobie rodzica, który powie:

– Wiem, że to smutne. Masz prawo tak się czuć.

... będzie wiedziało, że to ok, że są rzeczy do przepłakania. Raz jeszcze: to trening przed innymi, jeszcze bardziej trudnymi wyzwaniami, które czekają ją/go za rogiem, w przedpokoju do dorosłości.

Mają prawo czuć lęk przed tym, co nieznane.
Lęk jest napędzany niewiedzą, niemożnością przewidzenia tego, co się zdarzy… Wasze dziecko – tak samo, jak Wy – ma prawo obawiać się tego, co potencjalnie może się wydarzyć w przyszłości. Warto weryfikować te małe i większe strachy. Nie na zasadzie jednak: „wszystko będzie dobrze”, a raczej: „ja też tego nie wiem, ale przejdziemy przez to razem”. Poczucie więzi, relację, buduje pewność, że nie jesteśmy z tym sami. Różne osoby nas opuszczają: znajomi, przyjaciele, koledzy i koleżanki. Mając pewność, że mam blisko siebie rodziców, którzy wierzą, że sobie poradzę niezależnie od okoliczności wiem, że nawet, jeśli coś nie pójdzie po mojej myśli, to będzie ktoś, kto powie:

– Damy sobie z tym radę. Choć łatwo nie będzie.

Mają prawo nie chcieć.
Niechęć jest wpisana w życie. Niechęć to sygnał, że nie chcemy czegoś robić. Możecie zachęcać do wysiłku. Zastanówcie się jednak: jakie konkretne korzyści odniesie Wasze dziecko podejmując ten trud, do którego go namawiacie? Czy będzie to nauka nowej umiejętności? A może co innego? Zastanówcie się, czy wszystko, czego wymagacie jest równie ważne, jak dla Was? Co Wam, jako dzieciom, pomagało w przełamaniu „niechcenia”? Co musiało się zmienić, by nawet nielubiane przez Was działanie było jednak podejmowane? To może być klucz do tego, by i w Waszych dzieciach przełamać niechęć.

Mają prawo być wystarczająco dobrymi i to wystarczy.
To, jak o sobie będą myśleć zależy bardzo mocno od tego, co Wy mówicie do nich lub przy nich. Czy porównujecie? Czy ze wstydem w oczach mówicie (przy innych), że macie w domu „zdolnego lenia”? A może twierdzicie, że to „urodzony matematyk” podnosząc poprzeczkę jak na olimpiadzie, dokręcając śrubę, by uzyskało zadowalającą Was średnią? A może uznajecie, że to ok, że Wasz nastolatek może się mylić, nie musi być bardzo dobry ze wszystkiego, że najważniejsze jest to, by uczył się na błędach, nawiązywał satysfakcjonujące relacje oparte na wzajemności, by był empatyczny, by czuł się kochany i akceptowany. By wierzył, że jest OK, bo… jest Waszym dzieckiem. Że kochacie go bez żadnych dodatkowych warunków? Jeśli nie łamie prawa, jeśli nie krzywdzi innych, to naprawdę jest ok. Wszystko „ponad” jest bonusem. Pamiętajcie: dzieci uczą się od Was. Nie na podstawie tego, co mówicie, twierdzicie, nakazujecie. Uczą się obserwując Was w działaniu, w relacjach. Róbcie więc to, co chcielibyście, by robiło Wasze dziecko. 

Nie zniechęcajcie się. Gdy czujecie frustrację, smutek przypomnijcie sobie, że to Wy uczycie ich. Pokazujcie frustrację, ale nie posuwajcie się do agresji. Gdy widzicie, że zaraz wybuchniecie – idźcie się przejść. Wróćcie i na spokojnie mówcie o tym, co czujecie. Jeśli tego nie potraficie – idźcie na konsultację do psychologa. We dwójkę. Z żoną, mężem, partnerem/partnerką. Pójdźcie, gdy tworzycie rodzinę pachworkową. Pójdzicie, gdy nie macie partnera/ partnerki, jesteście po rozwodzie.

Mają prawo być sobą.
Mogą więc denerwować się w sytuacji, która w Was nie powoduje ścisku w żołądku. Mogą marzyć o zupełnie innych rzeczach, niż Wy. Mogą chcieć dla siebie zupełnie co innego, niż Wy dla nich.

Mogą sobie nie radzić.
Często, mając takie a nie inne doświadczenia, nie chcąc Was martwić, nie przyznają się do tego, że od dłuższego czasu czują się źle. Może być i tak, że przychodzą do Was i pytają:
- Chciałbym/chciałabym zniknąć.

Mając do czynienia z rodzicami nastolatków z diagnozą depresji mogę powiedzieć jedno: nie wahajcie się. Gdy obniżony nastrój towarzyszy Waszym dzieciom od dłuższego czasu i nie widzicie zmian na lepsze trzeba skonsultować się z psychologiem. Ważne, by mieć świadomość, że są sytuacje, w których szkoła nie jest najważniejsza. W których frekwencja zupełnie się nie liczy. W których zdrowie jest naprawdę ważniejsze, niż zdanie do następnej klasy. W których złe samopoczucie może być początkiem o wiele trudniejszych przeżyć… Trzymajcie więc rękę na pulsie.

Pamiętajcie!
Żaden rodzic nie jest doskonały. Każdy rodzic ma prawo się starać.
Żaden uczeń nie jest doskonały. Każdy uczeń ma prawo się starać.
Żaden nauczyciel nie jest doskonały. Każdy pedagog ma prawo się starać.

To kwestia wyboru i działania.

To wystarczy. I może pomóc, gdy przyjdzie kryzys.

Więcej o sposobach na motywowanie nastolatka przeczytacie w artykułach:

"Jak zachęcać nastolatka do rozwoju".

"Jak wspierać nastolatka w podejmowaniu decyzji".

Obraz autorstwa freepik

Jacek Wolszczak

Psycholog i pedagog. Pracuje z młodzieżą i dorosłymi.

Przed początkiem roku szkolnego
Ta strona korzysta z plików cookie. Korzystając z tej witryny, wyrażasz zgodę na naszą politykę prywatności.
Przeczytaj