Poczucie straty zdrowego dziecka

2024-02-15

Autor: Jacek Wolszczak

Wielu rodziców nastolatków z diagnozą depresji zgłasza często w gabinecie, że noszą w sobie poczucie straty dziecka sprzed choroby. Często wracają myślami do chwil, gdy ich syn lub córka byli roześmianymi młodymi ludźmi, którzy mieli swoje plany i marzenia. Nie ma w nich zgody na to, co spotkało ich nastolatka. Czują wielki żal, mówią o niesprawiedliwości losu, która dotknęła ich dzieci. Jak więc, Drogi Rodzicu, radzić sobie z poczuciem straty i/lub tęsknoty za tym, co było przed chorobą?

Poczucie straty pojawia się również (a może przede wszystkim) w żałobie: gdy bezpowrotnie tracimy osobę, którą kochaliśmy. Tej osoby fizycznie nie ma. Nie ma i nie będzie i nic tego nie zmieni.

Warto zdać sobie sprawę, że i owszem depresja zmienia życie całej rodziny o 180 stopni, ale… nie jest tak, że bezpowrotnie tracimy roześmiane, szczęśliwe dziecko na rzecz wciąż smutnego młodego człowieka, który stracił radość ze swoich pasji. Często ten młody chłopak lub dziewczyna wchodzi w dorosłe życie również z bólem – psychicznym i fizycznym. Tak, depresja boli, bo zwiększa wrażliwość na ból.

Depresja to choroba, która jest dość dobrze rozpoznana, na którą są odpowiednie leki, z którą pracuje całkiem niemały sztab specjalistów (psychologów, psychoterapeutów, psychiatrów). Ta choroba – choć zabiera dziecko w otchłań, o której wielu rodziców ma mgliste pojęcie – nie sprawia, że syn lub córka rozpływają się bezpowrotnie w nicości czy znikają. One żyją, funkcjonując z pewnością zupełnie inaczej, ale to również istoty, które – tak, jak przed chorobą – chcą być kochane, akceptowane, doceniane i zauważane.

Poczucie straty jest naturalne.

To poczucie tęsknoty, straty, żałoby za zdrowym dzieckiem jest zupełnie naturalne. Tym bardziej, gdy zdamy sobie sprawę z tego, jak często i z jaką intensywnością depresja sieje spustoszenie w zachowaniu dziecka czy młodego już dorosłego.

Problem w tym, że wyrażone bezpośrednio do niego (które przecież nie zrobiło nic, by zachorować) wbija je w poczucie winy.

Bo przecież ono powinno się śmiać.
Bo przecież ono powinno być takie, jak przed chorobą.
Bo przecież ono powinno być „inne”.
Bo przecież ono powinno być „lepsze”.

Tymczasem choroba to nie wina tego dziecka, ani tego konkretnego rodzica. Na zachorowanie ma wpływ bardzo wiele czynników i ich wzajemna interakcja.

Chwila refleksji – ważne pytania.

Można zacząć od odpowiedzi na pytania (koniecznie zapiszcie, Drodzy Rodzice, swoje odpowiedzi w notatniku lub na kartce:

Czy tęsknota za tym zdrowym dzieckiem jest nam przydatna? Co nam daje przeświadczenie, że wcześniej było lepiej? Czy nam w czymś pomaga? Jeśli tak, to w czym? Jeśli nie, to czy jest sens zanurzać się w tych wspomnieniach?

Czy pcha nas to do przodu, czy raczej zakotwicza w przeszłości?

Czy tak do końca zaakceptowaliśmy/pogodziliśmy się z faktem, że nasze dziecko choruje?

Czy myśląc o tym, co straciliśmy idziemy wspólnie z córką/synem w przyszłość, czy może za wszelką cenę chcemy zakotwiczyć się w tym, co było?

Czy wierzymy w to, że nasz córka/syn wyzdrowieje/dobrze zareaguje na zmieniane po raz kolejny leki?

Czy czasem nasze wszelkie rozkminki nie biorą się z fałszywego przekonania, że to nasza wina, że przecież to my musieliśmy zawieść przez własne działanie albo przez niedostrzeżenie w porę choroby?

Co jest dla mnie jako rodzica ważne/najważniejsze w tym momencie? A co dla dziecka? Co dla nas jako rodziny?

Czy to, jak myślę sobie o tym, co było wpływa na moją ocenę tego, co dzieje się aktualnie?

Po czym poznam, że choroba odpuszcza? Po czym poznam, że dziecku jest „lepiej”?

Co musiałoby się stać, żebym sam/ sama poczuł/a się lepiej z chorobą dziecka?

Czy daję sobie szansę na „odpoczynek”/ regenerację od choroby? Czy mam prawo czuć bezsilność, bezradność, brak sił i pomysłów, czy pozostaje mi tylko myśl: "jak jeszcze lepiej zadbać o moje dziecko"?

Pytania "niewygodne" i wstydliwe.

Można też skonfrontować się z pytaniami "niewygodnymi":

  • Czy czuję złość/żal/smutek na dziecko za to, że choruje?
  • Czy czuję niezrozumienie dla choroby wśród domowników?
  • Czy daję sobie prawo do odpoczynku od choroby?
  • Czy wstydzę się choroby mojego dziecka?
  • Czy czuję w chorobie dziecka wsparcie lub go szukam wśród przyjaciół i osób życzliwych?
  • Co dla mnie jako człowieka jest najgorsze w chorowaniu mojego dziecka?
  • Czego najgorszego spodziewam się dla siebie i dziecka w przyszłości?

Pytania wspierające.

Trzeba też zastanowić się jeszcze nad kilkoma pozytywnymi zagadnieniami:

  • Jak radziłem/radziłam sobie z chorobą dziecka do tej pory?
  • Jakie cechy mojego charakteru sprawiły, że dzielnie towarzyszę dziecku w chorobie?
  • Co sprawia, że nadal jestem przy dziecku, choć przecież choroba nie odpuszcza?
  • Co najlepszego może zdarzyć się dla mnie i dla dziecka w przyszłości?
  • Co sprawdza się na co dzień w kontakcie/komunikacji z moim dzieckiem?
  • Co zrobię/pomyślę/poczuję, gdy mojemu dziecku się „polepszy”?

Wasze szczere odpowiedzi na powyższe pytania mogą:

Urealnić Waszą rzeczywistą tęsknotę, smutek, gniew, ale też wzmocnić wiarę w to, że w przyszłości będzie inaczej (nie piszę „lepiej”, bo dla każdego ta zmiana będzie oznaczać zupełnie coś innego).

Oderwać Was troszkę od tego, co było, by przyciągnąć i zatrzymać na „tu i teraz”.

Obniżyć poczucie lęku o przyszłość (choć jest ono naturalne w tej sytuacji).

Wzmocnić i podbić Wasz potencjał jako rodziców – osoby wspierające.

Zachęcić do myślenia, że nie jesteście sami z tym wszystkim.

Dać Wam chwilę oddechu i refleksji nad tym, że życie się jeszcze nie kończy, macie prawo do realizowania również Waszych potrzeb, a nie tylko swoich dzieci

Dać Wam przekonanie, że Wy i pozostali domownicy jesteście tak samo ważni jak Ten/Ta, któr_ choruje.

Dać Wam pewność, że każdy smutek/zmartwienie/lęk/ obawa nie trwa codziennie, 24h na dobę, a jest jakimś wycinkiem większej całości, czyli, że pojawiają się u Was również inne uczucia, a Wy pochłonięci chorobą możecie zwyczajnie ich nie odnotowywać.

Zachęcić Was do przyjęcia, że depresja to również te chwile/momenty, gdy na twarzach Waszych dzieci pojawia się uśmiech. I owszem, może niezbyt często, ale Wasze dzieci wcale się nie zmieniły, robi to choroba, a one walczą ze wszystkich sił.

Dać poczucie, że możecie wyjść z tego o wiele bardziej mocniejsi jako rodzina.

Dać wskazówkę, że Wasze rodzicielskie zaangażowanie należy się również tym, którzy/które nie chorują – oni też potrzebują Waszej obecności i uważności.

Dać szansę na wykrzyczenie w samotności lub we dwójkę, że pierdolicie to całe pierdolenie o chorobie, wytrwałości, towarzyszeniu, akceptacji, bo chcecie, żeby Wasze dziecko z tego wyszło.

Pomóc wziąć odpowiedzialność za siebie, a nie tylko za dziecko w chorobie.

Urealnić i uprawdopodobnić Wasz brak odpowiedzialności za chorobę dziecka.

Dać wiarę i nadzieję na to, że jeszcze będzie przepięknie, a Wy jesteście wystarczająco dobrymi rodzicami.

Zderzyć z niewygodną prawdą, że jesteście tylko ludźmi, a ludzie popełniają błędy.

Zbliżyć się do siebie takich, jakimi naprawdę jesteście (a to żaden wstyd).

Podarować przemyślenie, czy jako Superman czy Supermenka nie potrzebujecie wsparcia specjalisty?

Może warto zrzucić zbroję super kochającego, super zaangażowanego, super rozumiejącego, super mocnego, super wytrwałego, super sumiennego rodzica i usiąść w fotelu w gabinecie i dać upust tym emocjom, na które sobie nie pozwalacie w obecności dziecka, bo sądzicie, że to może pogorszyć sprawę…

Pamiętajcie, że po burzy zawsze wychodzi słońce...

Za Was wszystkich, niezależnie od miejsca i czasu w chorobie Waszego dziecka, w którym obecnie jesteście, nieustannie trzymam kciuki i mam cichą nadzieję, że powyższy tekst nieco Wam pomoże…

Znacznie więcej o poczuciu winy w chorobie nastolatka, możecie przeczytać w artykule:

"Jak radzić sobie z wyrzutami sumienia".

Obraz autorstwa Freepik

Jacek Wolszczak

Psycholog i pedagog. Pracuje z młodzieżą i dorosłymi.

Poczucie straty zdrowego dziecka
Ta strona korzysta z plików cookie. Korzystając z tej witryny, wyrażasz zgodę na naszą politykę prywatności.
Przeczytaj