– Jest po prostu leniwy/ leniwa, musicie zrobić z nim/ nią porządek
– Ma za mało ruchu. Zróbcie coś z tym!
– Ewidentnie sobie nie radzicie, dzieci trzeba trzymać krótko i będzie spokój.
– Jaki ona/ on ma ostatnio humor?
– On/ ona fajnie się zachowuje, co ty od niego chcesz, co ty wymyślasz?
– Nie rób tak, źle zrobiłaś, za dużo im mówisz, mają za dobrze z tobą!
– Rozpieściliście ją/jego! Wiedziałam, że tak to się skończy, ale nie słuchaliście mnie!
- Ale jak to?!
To świadczy o nich, a nie o Was.
Nie ponosicie odpowiedzialności za ich emocje. Przecież mogą zareagować inaczej:
- Rozumiem, że nasze komentarze mogły być raniące, jest nam z tego powodu bardzo przykro. Zastanówmy się, jak to zmienić...
Jednak wybierają inną opcję, a na ich wybór nie macie jakiegokolwiek wpływu, czyż nie? Ba, nie musicie się nikomu tłumaczyć z podjętej decyzji. Każda decyzja jest dobra, bo jest Wasza!
- Wierzę, że w tym roku już tak nie będzie. Oni się zmienią! - odpowie mi ktoś z tylnego siedzenia. I super, że pokładacie nadzieję w tym, że Wasi rodzice/ dziadkowie/ ”najbliżsi” w tym roku będą zupełnie inni, zmienią się nie do poznania: denerwujące pytania zastąpią empatycznym:
– Jak sobie radzicie? Możemy Wam w czymś pomóc?
Szkopuł w tym, że do tej pory również mieli okazję się wykazać.
Zastanówcie się, czy utrzymują z Wami stały kontakt? Dzwonią, dopytują, przyjeżdżają? A może w ciągu roku zapraszają Was do siebie? Was, czyli żonę/ męża/ partnera/ partnerkę z dziećmi, czy może preferują kontakt tylko z Wami, żeby być ostrożnym? Bo przecież Wasze dziecko choruje na depresję, więc może niech nie przyjeżdżają, bo się będą źle czuć?
Często to wyraz fałszywej troski i lęk/ obawa/ strach przed tym, co potencjalnie może się wydarzyć.
Jeśli ta więź budowana jest przez cały rok, to przecież... pytanie o to,
jak sobie radzicie nawet nie padnie, bo te osoby doskonale to wiedzą, czyż nie?
Z samego faktu, że się jest rodzicem nic nie wynika. Relacja to coś, nad czym się nieustannie pracuje. Relacja nie jest jednostronna.
Nie ma nic złego w tym, że ten czas, który powinien służyć duchowej refleksji (jeśli jesteście osobami wierzącymi), odpoczynkowi i przystanięciu na chwilę (jeśli nie wierzycie) spędzicie ze sobą, nie przemierzając kilometrów po to, aby usłyszeć coś, co Was zrani i odbierze radość wspólnego przeżywania świąt czy jakiejkolwiek innej okazji.
Spędzenie świąt w domu, bez podróży do dziadków czy rodziców nie świadczy o tym, że jesteście bezdusznymi ludźmi, a jakiekolwiek święta są dla Was nieważne i macie je w nosie. Świadczy tylko o tym, że chcecie zadbać o siebie, chcecie odpocząć, chcecie być razem. Przecież robicie to właśnie dla rodziny, prawda? Wasi najbliżsi zresztą nie powinni Wam przypisywać złych intencji. Choć niejednokrotnie tak robią, nie znaczy to, że jest to prawda. Nie świadczy o tym, że jesteście beznadziejnymi rodzicami.
Święta to również wspaniały czas do wykorzystania dla Was jako rodziny. Jeśli Wasze dziecko ma zbyt mało energii by pomóc w przygotowaniu Wam świątecznych potraw w kuchni, to może przenieście kuchnię do jej/jego pokoju? Oczywiście, wcześniej zapytajcie, czy będzie mógł/ mogła Wam pomóc.
Śmiało informujcie o tym, że ich pomoc na pewno się przyda! Jeśli nie podejmą tego trudu, nie rozdzierajcie szat, nie mówcie:
– No, szkoda, liczyłem/liczyłam na Twoją pomoc!
Wystarczy krótkie:
– OK, spoko, jakoś sobie poradzimy. Rozumiem, że w tej chwili nie pomożesz, ale może później będziesz mógł/ mogła?
Tak można poradzić sobie z każdym świątecznym zadaniem.
A o tym, że czas świąt nie musi dla wszystkich oznaczać czegoś wyłącznie miłego, możecie przeczytać w artykule:
"O tym, że wigilie bywają różne".
Image by Pexels from Pixabay