Dość często na różnych grupach rodzicielskich (i nie tylko tam) pojawiają się pytania: czy dziecko może udawać depresję? Jak rozpoznać udawanie choroby przez nastolatka? Zdarza się, że niektórzy rodzice słyszą o „modzie” na konkretną chorobę. Padają również inne określenia:
- „wymuszanie”,
- „manipulacja”,
- „oszustwo”,
- „wygodnictwo”.
Rozumiem, że rodzice obserwując swoje dziecko, mogą dojść do wniosku, że coś tam się nie zgadza. Owszem, ich dziecko chodzi smutne i przygaszone, ale z wielką chęcią spotyka się ze znajomymi, chce chodzić na imprezy do przyjaciół. Bywa, że widzimy dziecko „uśmiechnięte”, nie może się doczekać urodzin znajomego z klasy. Na wywiadówkach wychowawczyni mówi, nastolatek „zawiesza się” podczas zajęć, jest „gdzieś obok”, niechętnie zgłasza się do odpowiedzi, ale na przerwach to „dusza towarzystwa”: zagaja znajomych, ciągle z kimś rozmawia, funkcjonuje „bez zarzutu”, zapytany, czy coś się dzieje, zawsze odpowiada:
- Jest OK, a co?
Niewątpliwie wyżej wspomniane fakty mogą świadczyć o tym, że nastolatek (również ten z postawioną przez psychiatrę konkretną diagnozą) nie jest tak chory, jak się wydaje panu w białym kitlu. Brak objawów może wskazywać, że i depresji nie ma. Jeśli jej nie ma, to przecież dziecko musi udawać, wykorzystując to na swoją korzyść w szkole, w domu i wszędzie tam, gdzie wymaga się od niego określonych zasadami zachowań.
Wasze dzieci mogą manipulować.
Ba, zdarza się, że „udają”. Z własnego doświadczenia gabinetowego wiem, że:
- można się nauczyć i recytować z pamięci nazwy poszczególnych objawów,
- można mówić, że wczoraj miało się ochotę samookaleczyć,
- można opisywać dość dokładnie to, co bezspornie wskazuje na epizod depresyjny,
- opowiadać w sposób sugestywny o tym, że czuje się „pustkę” i wszystko jest „źle”…
Uznając, że takie sytuacje się zdarzają (w mojej praktyce było ich dwa w ciągu siedmiu lat pracy), wszystkim zainteresowanym tematem manipulacji w chorobie chcę zadać dwa pytania:
Po co zdrowy nastolatek może decydować się na „udawanie” depresji?
W jakim celu miałby opowiadać o czymś, czego nie doświadcza?
Można np. stwierdzić, że nastolatek szuka w ten sposób uwagi i zainteresowania swoich rodziców. Owszem, może tak być, ale… czy to ma być zarzut? Można sugerować, że dziecko chce w ten sposób uniknąć szkoły, ale jeśli jest przeładowane obowiązkami, żyje w ciągłym stresie, a do domu wraca tak zmęczony/a, że nie ma siły na nic poza położeniem się do łóżka, czy możemy uznać, że to manipulacja? A może to dla niego/niej sytuacja krytyczna, na którą każdy z nas reaguje w inny sposób?
Obserwując nastolatki z diagnozą depresji wiem, że to bardzo poważny kryzys psychiczny, na który składa się wiele czynników, często nie jakieś jedno wydarzenie, a pewne procesy, które mogą trwać naprawdę długo. Mogą one oddziaływać osobno, ale również w jednocześnie. Na pojawienie się depresji (oprócz czynników biologicznych) wpływa środowisko:
- dość masywne trudności w relacjach (z rodzicami, przyjaciółmi, grupą rówieśniczą),
- prześladowanie, wyśmiewanie, dokuczanie w szkole (przez rówieśników, ale też przez nauczycieli),
- zaniedbanie,
- przedłużający się proces żałoby
- bardzo bolesne rozstanie…
Lista ta nigdy nie będzie skończona, bo każdy nastolatek przeżywa kryzys w swój własny sposób.
Depresja dopada często młodą osobę, gdy wszelkie inne strategie radzenia sobie w sytuacjach skrajnie trudnych nie przynoszą pożądanego efektu. Często jest to przeżyta trauma (zaniedbanie, bicie, poniżanie, alkohol). Może to być również wynik braku zmiany w postrzeganiu nastolatka przez rodziców, niemożność poradzenia sobie z trudnościami, które się nawarstwiają (np. obniżenie ocen w szkole). Tak, tak, choć wiedza o depresji jest dostępna jak nigdy wcześniej, wielu rodziców uważa, że szkoła jest ważniejsza. O wiele ważniejsza od choroby, niedomagań, trudności. Najważniejsza.
Dlaczego więc to Wy, Drodzy Rodzice, możecie być w błędzie myśląc, że to nie depresja, a manipulacja?
Rodzic nie jest specjalistą zdrowia psychicznego.
Dotyczy to również sytuacji, w której Wasza relacja z nastolatkiem jest dobra, wspierająca. Nie będąc specjalistą rodzic nie może ze 100% pewnością stwierdzić, czy depresja to rzeczywista choroba, czy wymysł – może za to snuć swoje „pomysły” na to, co jest nie tak i dlaczego jest tak, jak jest. To tak, jakby nie będąc lekarzem samemu się diagnozować. Nie będąc osobą, która skończyła studia medyczne, aplikować do prywatnej przychodni na stanowisko psychiatry. To tak, jakby uznać (nie będąc piłkarzem), że spełnię się jako zawodnik reprezentacji i wskoczyć na murawę. Zwyczajnie się nie da. I nie można. Problem polega na tym, że żadna przychodnia nie rozpatrzy aplikacji kogoś, kto nie jest lekarzem. A Polski Związek Piłki Nożnej nie zgodzi się na jakikolwiek występ osoby, która nie jest członkiem kadry narodowej.
Tymczasem z psychologiem/psychiatrą można tak troszkę podyskutować, bo on nie zna mojego dziecka, nie wie, jak on/ona/ono może wywieść w pole. No i chyba do końca nie rozumie, że obowiązki domowe i szkoła są najważniejsze. Tymczasem właśnie dlatego, że psychiatra/psycholog jest człowiekiem z zewnątrz, nie jest zaangażowany emocjonalnie, może odkryć coś, co Wam umyka…
Rodzic często nie widzi pewnych objawów.
Dzieje się tak dlatego, że nastolatek chce podtrzymywać pozytywny obraz, a tymczasem od dłuższego czasu przeżywa kryzys. Zależy mu na grupie, zależy mu na kontaktach z rówieśnikami. Może nie chcieć się przyznać do swoich trudności. Może nie chcieć zawieść pokładanych w nim nadziei rodziców. Może swoją depresję maskować przez objawy psychosomatyczne (bóle głowy, brzucha itp.). Patrząc z boku, nauczyciele mogą uznać, że „dojrzewa”, bo w nastolatku zauważają zachowania, które raczej kojarzą się z buntem wkalkulowanym w dorastanie (wybuchowość, niezgoda i przeciwstawianie się zasadom, ostentacyjne niestosowanie się do poleceń i uwag), a także mówienie na wszystko:
- Nic mnie to nie obchodzi…
Co można uznać za „tumiwisizm” i skomentować bez zastanowienia:
- Tobie się w d… poprzewracało od tego dobrobytu…
Rodzic może nie mieć zaufania do dziecka.
Może więc twierdzić, że depresja to „wymysł”, „bujda na resorach”, „wytłumaczenie lenistwa”. Bo coś się nie spina w relacji z nastolatkiem, coś nie działa i nie wiemy, co to takiego. A przecież jakieś rozwiązanie być musi, więc będziemy go szukać na zewnątrz, czyli nie w sobie, a np. w podpowiedziach znajomych, „modzie na depresję”, „towarzystwo”, nie przyjmując, że prawdziwa przyczyna może dotyczyć zupełnie innego obszaru, w którym my, dorośli, my, rodzice, nie mamy sobie niczego do zarzucenia.
Podważanie diagnozy lub nie przyjmowanie do wiadomości choroby dziecka znacznie więcej mówi o Was, niż o Waszym dziecku, bo co takiego musiało się wydarzyć, że zastanawiacie się nad tym, czy przypadkiem nie jesteście oszukiwani, a więc poniekąd twierdzicie, że dziecko lub nastolatek są nieszczerzy.
Może być tak, że nie chcą pokazać, jak naprawdę cierpią, bo boją się Waszej reakcji? Może nie chcą dokładać Wam dodatkowego kłopotu, wiedząc dobrze, że i Wy często zmagacie się z przeciwnościami losu? Może boją się „kary”, gdy pomyślą, że możecie się dowiedzieć tego, przez co codziennie przechodzą płacząc do poduszki, w samotności?
Ta lista również nie jest skończona…
Dobry specjalista będzie wiedział, co robić nawet, gdy uzna, że objawy o których młody człowiek opowiada w gabinecie to wyrecytowane z internetu objawy i przekonująca, choć nieprawdziwa, opowieść o tym, że depresja zaatakowała z wielką siłą.
Udawanie to również objaw trudności.
Pamiętajcie, jeśli nawet dziecko decyduje się na „udawanie” depresji, to zawsze ma to swoje konkretne uzasadnienie. Coś, co wykracza daleko poza „modę” czy podpowiedzi rówieśników. Coś, co wykracza daleko poza ewentualne korzyści z chorowania (odpuszczenie obowiązków domowych, przejście na nauczanie indywidualne. Specjalista będzie skupiał się na odkryciu prawdziwej przyczyny. I funkcji, jaką choroba spełnia w rodzinie. Będzie szukał odpowiedzi na wiele pytań, np.
- Co depresja zmieniła w rodzinie?
- W jaki sposób zareagowali na nią najbliżsi chorującego nastolatka?
- Czy może on dostawać od rodziców i najbliższych coś, czego wcześniej nie doświadczał?
- Czego wcześniej mu brakowało, a co pojawiło się wraz z chorobą?
- Co może stracić, gdy przestanie chorować?
Specjalista nigdy nie powinien niczego zakładać w stu procentach. Specjalista bada, weryfikuje swoje hipotezy, sprawdza, czym dla całego systemu rodzinnego jest choroba? Co zmienia w rodzinie? Na co lub na kogo wpływa? A jeśli tak, to w jaki sposób?
Specjalista powinien ufać temu, kto zgłasza się do niego po pomoc. Nie podważając wersji dziecka/nastolatka może dowiedzieć się czegoś o wiele bardziej przerażającego, niż to, że nastolatek choruje na depresję. W trakcie procesu terapeutycznego nastolatek „udający” chorobę mówi nie tylko o swojej „chorobie”, ale również o atmosferę panującej w domu, o tym, jak jest traktowany przez poszczególnych członków rodziny. Często też ujawnia lęk przed… przemocą, której nie może przewidzieć, chorobą taty, stratą pracy rodziców, kredytem do spłacenia („wszystko teraz kosztuje”). Lęk przed niepowodzeniem, niepewną przyszłością itd…
Ufajcie swoim dzieciom.
Nie ma powodu, by zdrowy nastolatek, mając kochających, wspierających rodziców „udawał”, że jest nieszczęśliwy, nic mu się nie udaje i najchętniej chciałby zakończyć życie.
Jeśli to robi, to czytelny sygnał, że coś tam od dłuższego czasu nie gra, być może czegoś nie widzicie, być może coś przegapiliście. To, czy jest to prawdziwe czy „wymyślone” jest znacznie mniej ważne od tego, co może się kryć za tym, co Wasze dziecko mówi w gabinecie.
O sobie, o Was, o innych.
O lękach, obawach, niepewności, poszukiwaniu swojej tożsamości, niespełnionej miłości, o tym, że czuje paniczny lęk przed tym, by powiedzieć, że jest homoseksualny/a, że nienawidzi ojca, który krzywdzi matkę, nie znosi swojej młodszej siostry, która skupia uwagę wszystkich, a o niego nikt się już nie martwi…
Nie twierdźcie, a pytajcie. Nie sądźcie, a bądźcie czujni. Uwierzcie. Nie podważajcie. Bo to również jest bardzo bolesne dla Waszych nastolatków.
Nie ma nic gorszego, niż świadomość, że ten/ta, którego/którą kochamy nie wierzy nam, podważa to, co mówimy i jak się czujemy.
Więcej o tym, co może Wam pomóc, jeśli nie wiecie, czy postawiona diagnoza jest słuszna, przeczytacie w artykule:
Obraz Gisela Merkuur Pixabay