Wigilia i ogólnie czas okołoświąteczny to dla rodziców nastolatków z diagnozą depresji (i innymi diagnozami) to zupełnie co innego, niż to, co widzimy w reklamach z Mikołajem, niż to, co przeżywa w grudniu typowa, zwyczajna rodzina…
To...
Lęk, niepewność.
Drążące głowę każdego dnia. Nieprzemijające, nie dające się ogarnąć, bo przecież w każdej chwili może się coś zdarzyć. To „coś” jest złowróżbne, czarne, przykryte żalem, smutkiem, złością, czasem nawiedza w nocy karmiąc koszmarami lub zupełnie nie pozwala spać, powoli wypłukując resztki nadziei. Lęk nie zna się na kalendarzu. Lęk nie wie, że są Święta, Sylwester czy jakakolwiek inna, ważna data
Zmęczenie.
Bo ileż można funkcjonować w trybie stand by? Bo ileż można wciąż brać na siebie? Ileż energii można zużywać na codzienną egzystencję… często wegetację, bo przecież wciąż trzeba gasić pożary – w domu, w szkole, w małżeństwie/partnerstwie. Wciąż trzeba godzić zwaśnione strony, być wciąż po środku albo w opozycji – do jednego lub innego domownika. Który nie rozumie, że depresja to choroba. Który wciąż myśli i mówi, co sądzi o zachowaniach dziecka i chłoszcze batem winy i odpowiedzialności. Oczywiście, on dokładnie wie, kto zawinił, kto nie dopilnował, kto przegapił, kto zrobił tak źle, że musiało się to tak właśnie skończyć…
Brak koncentracji, kłopoty z pamięcią.
Bo mając na głowie całą masę rzeczy nie można funkcjonować na wysokich obrotach cały czas. Bo nie można być wciąż „dostępnym” dla wszystkich i o każdej porze. Nie wystarczy proste: „Skup się, przecież to proste”. Bo nie wszystko jest proste. Nawet coś banalnego może urastać do rangi skomplikowanego działania, którego nie ogarniamy. Nie ogarniamy, koniec, kropka.
Tęsknota.
Za dzieckiem, które jeszcze kilka lat temu, uśmiechnięte, sięgało po prezent pod choinką, a teraz często wybiera własny pokój, a same święta jest czasem stresu i niepokoju.
Za samą sobą/samym sobą z czasu, gdy choroby nie było. Za tym wszystkim, co cieszyło, uskrzydlało, motywowało, dostarczało energii, napawało optymizmem.
Za mężem/żoną od których się oddaliliśmy. Za mężem/żoną, którzy się oddalili od nas. Choć się starają, próbują zrozumieć my wiemy, że jednak coś tam tąpnęło. Nie wiemy, w którym konkretnie momencie, ale jakoś jesteśmy pewni, że to „bum” już się wydarzyło, choć nie towarzyszył temu jakiś spektakularny wybuch.
Za swoimi marzeniami i planami, które – ze względu na chorobę – musiały albo zupełnie odejść na trzeci/czwarty plan albo uzmysłowiliśmy sobie, że nigdy nie będą mogły zostać zrealizowane, bo np. dotyczyły naszych dzieci…
Złość.
Dlaczego moja rodzina? Dlaczego moje dziecko? Dlaczego? Irytacja i złość chodzą pod rękę, a to emocja, którą najczęściej chowamy za nerwowy uśmiech i odpowiedź – Jest lepiej…
Bo wiemy, że taka odpowiedź gwarantuje spokój. Bo pytający się odczepi, zaspokajając swoją ciekawość. Bo ten, kto pyta nie będzie dalej drążył. Bo co, do cholery, mam odpowiadać? Jaka odpowiedź będzie dla niego/niej satysfakcjonująca?
Poczucie winy.
Bo to przeze mnie jest teraz tak, jak jest. Gdyby nie ja… To moja wina… Może, gdybym wcześniej zainterweniował/a, to by się to nie zadziało… Co zrobiłem/łam źle? Dlaczego nic wcześniej nie widziałem/widziałam?
Samotność.
Bo mam wciąż poczucie, że jestem z tym sama/sam. Nie mogę liczyć na zrozumienie, a np. w szkole to już w ogóle „nie widzą” choroby, tylko frekwencję… Bo rodzina nie wspiera, bo znajomi nie są dostępni, bo lista wypróbowanych przyjaciół mocno się skurczyła. Bo mało kto chce wciąż słuchać o moich trudnościach, niepewności, lęku, wkurwieniu na system…
Święta dla rodziców, którzy przeżyli próbę „S” własnego dziecka są milion razy trudniejsze od tego, co powyżej napisałem. Bo oni spotkali się ze śmiercią twarzą w twarz. Byli w „przedpokoju” ostatecznego pożegnania, wielkiego „NIC”…
Drodzy Rodzice,
Święta to nie tylko czas radosnych, uśmiechniętych dzieci, Mikołaja w saniach i podarków. Często mogą triggerować, czyli wywoływać silne negatywne emocje i uczucia, które mają źródło w poprzednich doświadczeniach (najczęściej negatywnych). To często – obok wszelkich Waszych aktualnych lęków – Wasze wspomnienia…
To tata, który obiecał Ci, że co jak co, ale w święta nie będzie pił, a jednak już dzień przed Wigilią rozpoczął „świętowanie”. Kilka tygodni wcześniej też Ci to obiecał i słowa dotrzymał, co budowało w Tobie przekonanie, że masz wpływ na to, czy pije czy nie. Niestety, zabrakło go przy stole, ale mama mówiła Wam, że „źle się czuje”. A tak bardzo Wam zależało, żeby był. Był. Tylko tyle. On nawet tego nie potrafił dla Was zrobić.
To mama, która mówiła, że na prezenty to trzeba zasłużyć i ona „nie wie”, czy cokolwiek w tym roku Mikołaj przyniesie. Mikołaj patrzy z góry cały rok, a ona wie, że przez nas „nie może już wytrzymać”. Niestety, nie mogła powiedzieć, czego KONKRETNIE nie może, ale – jako dzieci – przyjęliśmy ten „zarzut” za pewnik, bo przecież to mama. Ona się nie myli. Ona mówi prawdę…
To tata, który wciąż mówił, że gdybyś była grzeczna/grzeczny nie musiałby Ciebie bić. Niestety, nie sprecyzował, co to znaczy „być grzecznym”, przerzucając na Ciebie wyłączną odpowiedzialność za stosowanie przemocy. W święta to nawet czasami rechotał, bo używał kabla od prodiżu, w którym mama robiła ciasto na wigilijny stół…
To wujek, który wciąż powtarzał ze złośliwym uśmieszkiem: Oho, znowu ci się przytyło, pulpecie!
Powodując rozbawienie wszystkich gości. No, może nie wszystkich, bo Ty jednak się nie śmiałeś/śmiałaś. Wujek-żartowniś tym jednym tekstem zawstydził Cię i zepsuł kolejne, świąteczne dni. Wpędzając przy tym w poczucie winy, że nie wyglądasz tak, jak powinnaś/powinieneś.
To X., syn sąsiadów, zaproszony do dzielenia się opłatkiem, bo jego rodzice to wspaniali ludzie, tacy pomocni… X. zaciągał do ciemnego pokoju, by „pokazywać fajne rzeczy”, a kończyło się czymś, co dopiero po latach okazało się molestowaniem seksualnym. Nie mówiłeś/mówiłaś o tym nikomu, bo przecież nic takiego się nie wydarzyło. Teraz tylko, właśnie w święta przypominają Ci się „urywki” tamtych sytuacji, a Twoje ciało reaguje napięciem. Boli brzuch, ale tylko trochę…
To poczucie porażki, bo starałaś/starałeś się robić wszystko, by nie popełnić błędów swoich rodziców. A choroba dziecka oznacza Twoją totalną porażkę i potwierdzenie, że się nie udało. Twoi rodzice będą na Wigilii. Cóż, musisz zacisnąć zęby i to przetrwasz, bo to tylko takie kilka dni w roku…
Możemy myśleć o sobie jako rodzicach różne rzeczy: że nie dowozimy, że jesteśmy beznadziejni, że nic nam się nie udaje...
Myśli jednak to nie fakty, a mając za sobą trudne, często traumatyczne dzieciństwo będziemy wyciągać inne wnioski, niż ci, którzy mieli całkiem dobre doświadczenia z czasu, gdy byli zależni od rodziców.
W ten świąteczny czas życzę Wam, byście:
Odpuścili.
Bo jeśli nie może być już gorzej, to… po co się dobijać.
Spróbowali terapii własnej.
To może być klucz do Waszych przekonań na temat obecnej sytuacji, ale także na inne zobaczenie siebie w relacjach z innymi.
Obeszli te święta na Waszych zasadach. Tylko tak, jak Wy chcecie i potrzebujecie. I tylko w towarzystwie osób, na którym Wam zależy, a nie z tymi, których warto/trzeba/powinno się zaprosić.
Wierzyli, że zawsze może być lepiej, a górki i dołki wpisane są w nasze życie.
Zastanowili się nad jakością relacji ze znajomymi.
Być może w Waszym kręgu jest ktoś, kto bruździ, dokucza, jest złośliwy? Śmiało możecie go usunąć z „listy znajomych”, zwłaszcza, jeśli już kilka razy prosiliście, żeby pewnych rzeczy nie robił.
Mając świadomość własnych ran z dzieciństwa, skupili się na ich przepracowaniu, a nie ciągłym utwierdzaniu się w krzywdzie. Zapytajcie samych siebie: Czy to mi służy?
Dali sobie i innym szansę.
Na inne myślenie, inne postrzeganie tego, co wokół Was.
Wybaczyli sobie potknięcia i niedociągnięcia.
Bo nikt nie jest doskonały. Bo nikt nie jest nieomylny. A kluczem do sukcesu jest sama świadomość tego, co mogliśmy zrobić lepiej. To również wskazówka, jak z daną trudnością możemy poradzić sobie w przyszłości.
Wiedzieli, że zawsze może Wam się coś nie udać, dlatego ważne jest, by siebie doceniać i być sobie wdzięcznym za to, co było OK (możecie swoje małe sukcesiki wpisywać w zeszyt). Dzięki temu stworzycie Rejestr Sukcesów. Do którego możecie wrócić w każdej chwili. Również momentach, gdy napadną Was wątpliwości lub silne poczucie frustracji z bycia rodzicem niedoskonałym.
Wiedzieli, że obecnie jesteście dorosłymi, niezależnymi osobami, które nie muszą – w przeciwieństwie do czasów dzieciństwa – słuchać się innych, nie muszą być grzeczne, nie muszą robić czegoś tylko dlatego, że ktoś tak każe. I to nie jest myśl. To fakt!
Trzymajcie się. Bądźcie blisko.
Wszystkiego dobrego!
Jacek
Więcej o tym, że święta nie dla wszystkich są czymś pozytywnym, przeczytacie w artykule:
"Święta z pustym miejscem przy stole".
O tym, czy Wigilia musi być celebrowana z członkami rodziny, przeczytacie w artykule:
"Czy święta trzeba spędzać z rodziną?".
Obraz 🌸♡💙♡🌸 Julita 🌸♡💙♡🌸 z Pixabay