O tym, co wstydliwe i co nie wypada w żałobie

2024-11-01

Autor: Jacek Wolszczak

- Nienawidzę X., dobrze, że zniknął z mojego życia!
- Gdy dowiedziałam się, że zmarł mój ojciec poczułam ulgę.
- Aż wstyd się przyznać, ale gdy usłyszałem, że Z. zmarł, w duchu się uśmiechnąłem.

Listopad to czas, gdy w internecie pojawiają się materiały dotyczące żałoby: jej etapów, wynikających z nich różnych reakcji: smutku, rozpaczy, refleksji, nostalgii… A także te mówiące, że mamy prawo do każdej emocji. To – będą pisać specjaliści – naturalne, że płaczecie, że jest Wam ciężko, przykro, czujecie pustkę i dojmującą samotność.

A co zrobić, jeśli towarzyszą nam nieco odmienne, od standardowych w takich sytuacjach emocje albo, gdy w ogóle ich czujemy?

Nie mam w sobie smutku po śmierci rodziców/rodzica.
Nie mam w sobie żadnych uczuć. Gdy zamiast – tak, jak reszta rodziny – jechać na cmentarz, czuję do X. odrazę.
Czuję wyłącznie złość na to, w jaki sposób byłem/byłam traktowany/ traktowana przez osobę, która zmarła.

Rodzą się również pytania...

  • Czy osobie, która mnie wyśmiewała, umniejszała, godziła w moje poczucie godności „należy się” zapalenie znicza?
  • Czy komuś, kto mnie krzywdził/ wykorzystywał/ nie szanował/ gardził/ dawał do zrozumienia, że jestem gorsza/gorszy „należy się” wizyta na cmentarzu z całą rodziną?
  • Czy jeśli nie czuję smutku, mam prawo go/ją wspominać?
  • Czy, jeśli z jego/jej odejściem, poczułem/poczułam ulgę to jestem złym człowiekiem?
  • Czy, jeśli nachodzą mnie myśli, że na tę śmierć „zasłużył/zasłużyła”, bo był/była złym człowiekiem, jestem normalna/ normalny? Czy mam prawo tak czuć/przeżywać?
  • Czy, jeśli jest we mnie dużo złości, która z latami nie mija, mogę dać sobie „zwolnienie” z żałoby?
  • Czy, jeśli mój prześladowca wciąż żyje, ale jest chory, niedołężny, mam obowiązek mu/jej pomagać?
  • Czy, jeśli mój prześladowca wciąż kieruje wobec mnie dobrze znane z dzieciństwa teksty, czy mam prawo odmówić pomocy?

Wróćcie do początku niniejszego artykułu:

Macie prawo czuć wszystko, co czujecie, a więc…

Macie prawo czuć złość na to, co ci ludzie Wam robili, gdy byliście dziećmi.
Macie prawo czuć nienawiść do ludzi, którzy Was krzywdzili, nawet, gdy obecnie zdrowie odmawia im posłuszeństwa.
Macie prawo czuć smutek/żal [dopiszcie sobie jakiekolwiek inne uczucie] z powodu tego, że nie dostaliście tego, czego chcieliście, co powinniście dostać od ludzi, którzy w czasie, gdy Was krzywdzili (każdego dnia lub raz na jakiś czas) mieli być dla Was czułymi opiekunami.

Macie prawo czuć Waszą kruchość, wrażliwość jako coś naturalnego. Ale też neutralnego. Bo żałoba i wszystkie Wasze reakcje z nią związane nie mogą być okazją do oceny. Bo to nie jest żaden ubytek czy deficyt.

Często „kruchość” lub silne reakcje emocjonalne mogą bowiem bezpośrednio wiązać się z Waszymi przeżyciami z dzieciństwa, z czasu, gdy byliście zależni od dorosłych. Z czasu, gdy potrzebowaliście dobrego słowa, wsparcia i wiary w to, że dacie radę. Tymczasem, w zamian otrzymaliście: wyzwiska, oceny, które wbiły Was w przekonanie, że jesteście niewystarczający: jako ludzie/pracownicy/rodzice…

Teraz więc macie prawo „zwolnić się z żałoby”, zatrzymać i gdy inni zmierzają na cmentarze, by uczcić ich pamięć (z różnych powodów), Wy możecie otulić się ciepłym kocem i pomyśleć:

To nie moja wina.

Że te wszystkie koszmarne czyny, których byliście świadkami lub bezpośrednio braliście w nich udział, to nie Wasza odpowiedzialność.
Że zło ma konkretną twarz, imię i nazwisko i często jest to członek najbliższej rodziny.
Że dużo z „czarnych myśli” na Wasz temat, to opowieść nie o Was, a o kimś, kto Was bardzo skrzywdził.
Że nie musicie zrozumieć, dlaczego byliście tak traktowani/traktowane, bo zdarza się, że ktoś robi to bezmyślnie, dla wygody, dla swoich ukrytych celów. Owszem, możemy czuć pogardę do ludzi, którzy dopuścili się zbrodni, ale czy chęć zrozumienia ich postępowania, to nie droga do „utknięcia”? Do ślepej uliczki, z której naprawdę nie da się wyjechać?

Trauma lubi tajemnicę. Trauma lubi sekret. Trauma uwielbia „dobre wrażenie”. Trauma lubi izolację i poczucie, że „i tak mnie nikt nie zrozumie”, że „to było dawno”, że „to nieważne”, „nie wracajmy do tego”, że już „zapomniałam”.

Warto dać sobie „wolne” od samooskarżeń, a dać sobie przyzwolenie na płacz:
nad tym, co straciliście.
nad tym całym złem, które doświadczyliście
nad tym całym dobrem, którego nie mieliście okazji przeżyć…

Macie więc prawo pomyśleć o sobie.

Macie prawo przyjrzeć się temu, co czujecie do człowieka, który – zamiast wspierać – odbierał Wam różne prawa. Do prywatności, autonomii, bliskości. Do własnego zdania. Do własnego patrzenia na różne sprawy. Do intymności. Do wiary w siebie. Do zaufania sobie i swoim wyborom.

Wisława Szymborska napisała wiersz „Wołanie do Yeti”. Pewnie dobrze znacie jego fragment:

„Umarłych wieczność dotąd trwa,
dokąd pamięcią się im płaci. […]”

Rzadko przytaczana jest jego druga część:

„Chwiejna waluta. Nie ma dnia
by ktoś wieczności swej nie tracił”.

Na szacunek trzeba pracować.

Na pamięć o nas mamy duży wpływ. Pamięć o tych wszystkich pięknych, wspólnie spędzonych minutach, godzinach, tygodniach, latach. Ale również pamięć o tym wszystkim, na co z pewnością nie zasłużyliśmy, czemu nie jesteśmy winni.

Życzę Wam zadumy. Nad tymi, którzy byli ważni, wspierający, których już nie ma. I nad nami, sobą, którzy są ważni, cholernie ważni dla innych i którzy cały czas tu są...

Bywa i tak, ze dla niektórych Wasz ból jest przesadzony, za długo trwa.

- No, już, wystarczy, przecież minął już rok…
- Ile można płakać?
- Myślisz, że on/ona się cieszy tam, na górze, że jesteś taka/taki smutna/smutny?
- Zobaczysz, wszystko się ułoży.
- Będzie dobrze, czas leczy rany.
- Chyba nie będziesz rozpaczać do końca życia, co?
- Mam nadzieję, że nie płaczesz przy dzieciach?

Dla wielu ludzi, Wasz uśmiech, lepszy nastrój też będzie „nieadekwatny”…

- Ja bym tak nie mogła, tak nie wypada…
- Dlaczego nie jesteś smutna/smutny?
- Myślałam, że on/ona dla ciebie coś znaczy…
- Spotkała ciebie taka tragedia, a ty się śmiejesz?
- Tak szybko się z tym uporałaś/ uporałeś?
- Wszyscy to przeżywają, a ty się bawisz?
- Ja bym tak nie potrafiła, jak ty...

Drogi Rodzicu!

Wielu ludziom z Twojego otoczenia może się wydawać, że rozpaczasz „za bardzo”.

Niektórzy uznają, że Twój smutek jest „za mały”, tak, jakby wiedzieli lepiej od Ciebie, co Ci jest najbardziej potrzebne tu i teraz.
Wielu bliskich – choć znało osobę, która odeszła – mieli znacznie mniej możliwości poznania go/jej naprawdę. Bo nie byli z Wami 24h na dobę, nie mieli dostępu do tego wszystkiego, co Ty wiesz o nim/o niej.
Wielu najbliższych może nie rozumieć Twojej więzi z tym, którego już nie ma, bo im wystarczy jeden epitet…

Pamiętaj, że:

  • Nikt nie chodzi w Twoich butach, więc owszem, inni mogą próbować zrozumieć Twój żal i smutek w obliczu śmierci. Nigdy jednak nie będą mogli poczuć to, czego tylko Ty doświadczasz. Spotkasz ludzi, którzy widząc uśmiech na Twojej twarzy, mogą podważać Twoja rozpacz. A przecież towarzyszy Ci ona w momentach, gdy sam/sama siedzisz w domu, tęskniąc za Tym, który już nigdy nie przekroczy progu, a nie wtedy, gdy idziesz na kawę do znajomych.
  • Spotkasz i tych, którzy będą chcieli, byś już przestał/przestała: rozpaczać, płakać, tęsknić, bo przecież życie toczy się dalej… Pamiętaj, że to jest ich, a nie Twoje.
  • Masz prawo przeżywać po swojemu, a więc na swoich zasadach. Płacz więc wtedy, kiedy chcesz. Płacz również przy swoich dzieciach. Mów, że płaczesz, bo… to naturalne, gdy odchodzi ktoś dla nas ważny, kochany, który był, a którego nam tak cholernie brakuje. Uczysz swoje dzieci, że smutek to naturalna emocja w takich okolicznościach i że każdy ma prawo do przeżywania żałoby na swój własny sposób. Uczysz swoje dzieci, że łzy to nie jest powód do wstydu, że to naturalna reakcja na coś koszmarnie trudnego, przykrego, rozdzierającego serce.

Bo to Twój smutek.
Bo to Twoja/Wasza strata.
Bo to jasny znak tego, co Was łączyło.

Choć przecież nie jest tak, że człowiek za którym tak bardzo tęsknisz był bez skazy, nie popełniał błędów, z którym się nigdy nie pokłóciłeś/pokłóciłaś, z którym nie dochodziło do sporów.

Bo żałoba to pociąg przewożący wszystkie wspomnienia – te mniej miłe również. W każdym wagonie, kolejne przedziały Waszego życia: wspomnienia i związane z tym emocje: smutek, przykrość, poczucie bezradności, gdy pomimo naszych starań TEN/TA nie zmieniała szkodliwych nawyków czy przyzwyczajeń…

Ale też radość, uśmiech, wzruszenie po wspólnym wypadzie za miasto, codzienne rytuały: pieczenie ciasta, wspólne posiłki, gorąca herbata przy kuchennym stole, wyłączanie specjalnie dla nas domofonu, gdy baliśmy się nieproszonego gościa, poczucie bezpieczeństwa, przytulenie, bliskość, ale też milczenie, gdy słowa w gardle grzęzły, gdy obrażaliście się na siebie…

Ten pociąg wciąż jedzie, mija kolejne stacje… Brakuje niektórych pasażerów. Z czasem coraz więcej niezajętych miejsc. A może raczej opuszczonych?

Warto przy okazji rozejrzeć się po rozdziale: kto tam z nami siedzi? Komu możemy powiedzieć, że jest dla nas ważny? Kto mógłby usłyszeć, że go/ją kochamy? Być może to ważny moment, aby powiedzieć tym, którzy jeszcze z nami jadą, że są ważni, potrzebni, że niezależnie od wszystkiego mogą na nas liczyć…

Bo nigdy nie wiadomo, kto wysiądzie na kolejnej stacji, zostawiając w smutku pozostałych pasażerów…

Więcej o tym, jak rozmawiać z nastolatkiem w obliczu straty, przeczytacie w artykułach:
"Co robić, gdy nastolatek przeżywa stratę",

"Jak rozmawiać po śmierci samobójczej kogoś bliskiego".

Obraz: pvproductions z freepik

 

Jacek Wolszczak

Psycholog i pedagog. Pracuje z młodzieżą i dorosłymi.

O tym, co wstydliwe i co nie wypada w żałobie
Ta strona korzysta z plików cookie. Korzystając z tej witryny, wyrażasz zgodę na naszą politykę prywatności.
Przeczytaj