Może być tak, że obserwując swoje dziecko chore na depresję mówisz do siebie:
- Dlaczego nie zorientowałam/łem się wcześniej? Dlaczego tak bardzo zawiodłam/łem? Jak mogłam/łem być ślepy/a na potrzeby mojego dziecka? To wszystko moja wina! Jestem złą matką/ojcem. Spieprzyłam/łem sprawę!
Innymi słowy: męczą cię wyrzuty sumienia i poczucie winy.
Zdaję sobie sprawę, że choroba przewlekła to nie jest grypa. Często walka o zdrowie dziecka/nastolatka trwa długo, jest wyczerpująca, wysysająca wszystkie siły i zasoby z Ciebie i partnera/partnerki. Wyczerpuje jeszcze mocniej (i szybciej), jeśli jesteś samotnym rodzicem…
Przy długo trwającym stresie i często byciu bezpośrednim uczestnikiem traumatycznych wydarzeń (np. widoku dziecka, które się samookalecza, deklaracji młodego człowieka, że nie chce żyć itd.) zaczynamy… szukać winnych.
OK, niby wiemy, że to choroba, ale zaczynamy szukać innych odpowiedzialnych za to, co stało się naszemu dziecku: jak się zmieniło, jak bardzo jest inne od tego, którym było jeszcze pół roku temu, dwa, cztery lata temu. Nie mogąc zrozumieć okrucieństwa choroby może przyjść nam do głowy myśl:
To wszystko moja wina!
Idealne rozwiązanie nie istnieje.
W życiu nie ma wyjść idealnych. Nie ma osoby, której decyzja nie jest obarczona możliwością popełnienia błędu. Przykład?
Sztuka wyboru - kwestia decyzji.
Wyobraź sobie sytuację:
wchodzisz do supermarketu i chcesz kupić żółty ser. Dajmy na to, lubisz Goudę (cena 6,50 gr za 135 g). Widzisz jednak, że jest tydzień francuski i masz możliwość zakupu sera pleśniowego Bleu de Chèvre (12,99 za 100 g). Niby drożej, ale chcesz spróbować. Bierzesz go.
W domu okazuje się, że kompletnie Ci nie smakuje, jest obrzydliwy. Owszem, możesz skupić się na tym, że podjęłaś złą decyzję (nie dość, że droższy ser, to jeszcze nie smakuje, strata pieniędzy).
Możesz jednak pomyśleć: co za okropieństwo, teraz wiem, że taki ser mi nie smakuje. To, o czym piszę to… doświadczenie, które może dać Ci cenną wskazówkę. Tego sera nie lubię. Czy to jednak ma oznaczać, że już nigdy w życiu nie weźmiesz innego sera niż stara, sprawdzona Gouda?
Owszem, możesz uznać (zobacz – kolejna decyzja), że ten ser z Francji to nie był dobry wybór, ale żółtych serów jest od groma i możesz dalej eksperymentować, czyż nie?
Owszem, gdybyś nie kupił/a droższego sera – nie miałbyś/abyś problemu, zajadałbyś/abyś się dobrze znanym produktem. Ale czy w życiu chodzi o to, żeby nie podejmować decyzji? Właśnie dlatego, że spróbowałeś/aś okropnego, drogiego francuskiego sera wiesz, że on Ci nie smakuje!
Zdradzę Ci sekret:
samodzielna decyzja (Twoja, córki, syna, każdego!) jest dobra, bo jest Twoja/Wasza!
Jako rodzice nie ustrzeżecie swojej córki/syna od podjęcia złej decyzji. Możecie jedynie doradzić, ale nie z punktu widzenia specjalisty („to będzie głupie, jeśli…), a raczej wrażliwego, dopytującego słuchacza („myślisz, że ten wybór będzie dla ciebie dobry?”).
Nie chodzi bowiem o to, czy decyzje Waszego dziecka będą dobre czy złe, a o Waszą reakcję na podejmowane przez nie wybory. Można bowiem – widząc ewidentny błąd – wbijać dziecko w poczucie winy:
- Wiedziałam, że nic dobrego z tego nie będzie
lub też zareagować w inny sposób:
- Cóż, błądzić jest rzeczą ludzką. Jakie wnioski możesz wyciągnąć z tej sytuacji?
- Ja też popełniam błędy. To nieodłączna część życia.
Choćby nie wiem jak długo Wasze dziecko myślało przed podjęciem decyzji i nie wiem ile czynników brało pod uwagę, to nigdy idealnie nie będzie.
Może być tylko wystarczająco dobrze.
O tym, jak skutecznie zachęcać dziecko do podejmowania samodzielnych wyborów, przeczytacie w artykule:
"Jak wspierać nastolatka w podejmowaniu decyzji".
O tym, w jaki sposób podchodzić do konsekwencji błędnych decyzji, przeczytacie w artykule:
"Jak radzić sobie z popełnianiem błędów".
O tym, co może wpływać na lęk przed popełnieniem błędu, przeczytacie w artykule:
"Błąd to mój wróg", czyli perfekcjonizm w pełnej krasie".
O tym, co faktycznie wpływa na wystąpienie depresji u nastolatka, przeczytacie w artykule:
Photo by Slavcho Malezanov on Unsplash