- Nie zgadzam się na to, żebyś z nim/nią zamieszkała/zamieszkał!
- Z czego, ty się, dziecko, utrzymasz?!
- Tobie się tylko wydaje, że jesteś dorosła!
- Ależ ja się o ciebie martwię!
Fakt, że nasze dziecko kończy niebawem 18 lat i staje się z mocy prawa dorosłe, a więc odpowiedzialne w 100% za to, co robi, może być dla rodzica dość ciężkim przeżyciem. Gdy córka lub syn przychodzi do nich podzielić się radosną wiadomością, że chce się np. wyprowadzić (sic!) wpadają czasem w panikę. Jak on/ona sobie poradzi? Trzeba ją/jego chronić za wszelką cenę! Nie mogę na to pozwolić!
Zamiast się szamotać z sobą samym/samą, zamiast krzyczeć coś o braku zgody, zamiast za wszelką cenę coś kazać...
Zastanówcie się nad swoim lękiem i go zaakceptujcie.
Każdy zdrowo myślący rodzic martwi się o swoje dziecko: o to, czy nie wpadnie w złe towarzystwo, czy wszystko mu się uda, czy spełni swoje marzenia, czy popełni błąd, który będzie go dużo kosztować. Od razu uspokoję (?):
- możliwe, że wpadnie w złe towarzystwo,
- możliwe, że nie wszystko mu się uda,
- możliwe, że nie spełni wszystkich swoich marzeń,
- możliwe, że popełni wiele mniejszych i większych błędów,
- możliwe, że jeden z nich będzie go dużo kosztować.
Wartością jest tu fakt, że każda porażka może być super lekcją. Każde niepowodzenie może być okazją do zastanowienia się nad tym, co robię źle i co można zrobić, aby tego samego błędu nie popełnić drugi raz.
Zastanówcie się, czego konkretnie się obawiacie? Może o to, co stracicie? Może o to, czego Wam będzie brakować? A może tego, że to... koniec? Jeśli to koniec, to czego? Relacji? Miłości? A może podporządkowania? Może końca tzw. władzy rodzicielskiej?
Informuję, że to nie koniec. To zmiana, w której będziecie towarzyszyć, często usuwając się w
cień, często przesiadając się na tylne siedzenie... I to jest OK. Taka jest kolej rzeczy.
A może za tym lękiem kryje się zwykłe: co ja teraz będę robiła/robił? Co będzie ze mną? Jak ja sobie teraz życie ułożę? Zwróćcie uwagę, że to Wasze, a nie Waszych dzieci....
Jeśli zdacie sobie sprawę, że tematu nie udźwigniecie, zwróćcie się do specjalisty. Choćbyście wstydzili się tego, co czujecie lub przeczuwacie (czyli spodziewacie się, że może się stać).
Odpuśćcie, ale nie rezygnujcie. Towarzyszcie.
Bądźcie, nie oglądając się wstecz. Co było to było, teraz będzie inaczej, co nie musi oznaczać, że gorzej.
Miejcie świadomość, że przez wspólnie spędzone lata coś zbudowaliście, czegoś nauczyliście, staraliście się wychować, pokazać niebezpieczeństwa, „ubezpieczyć”, „zaopatrzeć”.
Pewne jest też, że coś zaniedbaliście, nie przykładając należytej wagi do tego, co było ważne dla Waszego dziecka. Popełniliście po drodze mnóstwo mniejszych i większych błędów. I to jest OK – nie ma rodziców, którzy są doskonali.
To, co daliście, Wasze dziecko ma w małym plecaczku z napisem „doświadczenie i dobre rady”. To, co się zmienia najbardziej to właśnie fakt, że Wasz Młody Człowiek sam decyduje, czy coś z tego weźmie dla siebie, czy plecaczek wyrzuci w krzaki.
Nie dostaliście i nie dostaniecie w najbliższym czasie listów o treści: „Kochana Mamo, Kochany Tato, bardzo Ci dziękuję”. Jeśli jednak jesteście rodzicami wystarczającymi, czyli takimi, którzy czasem popełniali błędy, od czasu do czasu Wasz Dorosły przyjdzie się wygadać. Nie zawsze będzie mu zależało na dobrej radzie, a na wysłuchaniu i
akceptacji tego, z czym się mierzy.
Jeśli chcecie być niezłymi starymi, zawsze, gdy będziecie chcieli radzić – wstrzymajcie się. Zanim cokolwiek powiecie, doradzicie, oburzycie się, zapytajcie:
- Czego ci potrzeba?
Lub:
- Chciałbyś/ Chciałabyś usłyszeć, co ja myślę na ten temat?
Potem pójdzie Wam znacznie lepiej :)
Nie rezygnujcie z relacji i swoich starań tylko dlatego, że czymś tam Wasz Dorosły „obraził”, był „niewdzięczny”. To nie jest pora na fajrant od bycia rodzicem.
Dajcie sobie czas...
Każda emocja jest przydatna. Sytuacja, w której Wasz nastolatek dołącza do grona dorosłych, może powodować różne emocje. Trudne emocje. Lęk, smutek, rozczarowanie... One wszystkie są OK. Dajcie sobie czas na ich przeżycie, na zastanowienie się nad tym, co przed Wami. To, co za Wami jest ważne, bo to doświadczenie. Ale żyjemy tu i teraz. Czekają na Was, Rodziców, również nowe wyzwania. Możecie mieć trudność w zdefiniowaniu siebie w nowej roli.
Owszem, możecie zdecydować, że od teraz będziecie matką lub ojcem, któremu się nie udało (czyt. cierpiętnicą/ cierpiętnikiem. Jeśli taka będzie Wasza decyzja – nikomu nic do tego. Możecie przepłakiwać każdy dzień, wyrzucając sobie w myślach wszystkie zaniedbania, przeoczenia, błędy i ewidentne wtopy wychowawcze.
Możecie też (zapewniam, że to również kwestia decyzji) stać się od teraz rodzicami towarzyszącymi dziecku, które dorosło, niosąc Mu/ Jej otuchę w chwilach zwątpienia, wspierając, gdy popełni błąd, gdy rozczaruje się tą „dorosłością”, gdy okaże się, że jego pewność jest krucha jak lód podczas roztopów.
Nie krytykujcie, nie mówcie jak boomer:
– A nie mówiłem/mówiłam.
Zasadniczo, powstrzymujcie się od gadania, a „zainwestujcie” w ciszę. W ciszy usłyszycie znacznie więcej...
Bądźcie dla siebie wyrozumiali.
Pamiętajcie, że ten czas z pewnością jest trudny dla obu stron, choćbyście słyszeli od swojego dziecka zapewnienia, że „na pewno sobie dam radę”, lub „już was nie potrzebuję”.Image by Freepik