Co robić, gdy dziecko chce opuścić szpital

2024-03-09

Autor: Jacek Wolszczak

Doświadczeniem wielu rodziców są rozdzierające serce sceny podczas odwiedzin na oddziale, gdy nastolatek chce, by zabrać go do domu. Padają wtedy słowa, które powodują, że zaczynamy wątpić, że to odpowiednie dla niego/niej miejsce. Pomimo, iż wiemy, że szpital w życiorysie dziecka nie pojawił się przypadkowo, że tam jest w danej chwili najbardziej bezpieczne – zwłaszcza po podjęciu próby samobójczej, że ma profesjonalną opiekę i powinno dochodzić do siebie…

- Liczyłam, że mnie nie zawiedziesz.
- Jesteś najgorszą matką, nienawidzę ciebie.
- Ty mnie nie kochasz.
- Gdyby ci na mnie zależało – zabrałabyś mnie stąd.
- Nie masz po co tu przychodzić!
- I ty tak na spokojnie chcesz mnie tu zostawić.

Oczywiście, pominąłem w przykładach często pojawiające się (wykrzyczane) inwektywy, wyzwiska, przekleństwa…

Dlaczego, pomimo, że wiemy, że pobyt w szpitalu ma często wiele funkcji (ustabilizowanie emocjonalne, postawienie diagnozy, dobranie leków), słysząc powyższe lub podobne komunikaty, przychodzą do nas lęk, żal, smutek, rozczarowanie i poczucie winy

Niektóre zwroty, zdania zostają z nami na zawsze lub na bardzo długo. Zostają, bo są ważne. Zostają, bo wiele dla nas znaczą. Zostają, bo wypowiedziały je w naszą stronę osoby najbliższe, ktoś, kogo kochamy. Zostają, bo często są jednoznacznie „złe” lub „dobre”.

Ważne, by nie zatrzymywać się jedynie na tym, co słyszymy od dziecka lub nastolatka, który spędza czas na oddziale szpitala psychiatrycznego. Sam pobyt może być niesamowicie stresujący, często młodzieżowy lęk o to, co będzie jutro lub pojutrze sięga zenitu. I z pewnością Wasze dziecko może nie chcieć tam być. Czy jednak to, że chce wrócić do domu, oznacza, że bezwzględnie musimy spełnić jego/jej prośbę i poprosić o wypis?

Ważne pytania.

Gdy po wizycie w szpitalu, po rozmowie z dzieckiem napadają nas wątpliwości, co do tego, co powinniśmy zrobić lub też poczucie winy szaleje w naszej głowie powodując np. wybuch płaczu, warto zadać sobie kilka pytań:

  • Czy umieszczając dziecko na oddziale miałam/miałem złe intencje?
  • Czy chciałem/chciałam swojemu dziecku zaszkodzić?
  • Czy chciałem/chciałam pomóc?
  • Czy w ten sposób zostało uratowane jego zdrowie i życie?
  • Kto skierował moje dziecko do szpitala?
  • Co konkretnie mówił, informując, że w obecnej sytuacji to najlepsze, możliwe wyjście?
  • Co było bezpośrednim powodem hospitalizacji?
  • Kto jest obecnie odpowiedzialny za psychiczny stan córki, a także jej bezpieczeństwo?

Interpretacja zdarzeń nadaje im różne znaczenie.

Często, gdy słyszymy jakiś komunikat z ust dziecka, kierowany w silnych emocjach (w złości, smutku, rozpaczy i innych) mamy wrażenie, że jest on znacznie ważniejszy, „prawdziwszy”, niż ten, który dostajemy na co dzień. Że to prawda o nas, o naszej relacji, o tym, jaką jestem mamą lub tatą, o tym, co przez lata ten krzyczący czy zrozpaczony człowiek nie umiał powiedzieć. Gdy płacze, trzęsie się, gdy krzyczy, trzaska drzwiami, jesteśmy przekonani, że ma rację, że wreszcie zdobył się na odwagę, by nam „wygarnąć” – powiedzieć prawdę – albo, by coś ważnego powiedzieć o tym, co jest naszą winą…

Problem w tym, że pomiędzy tym, co słyszymy, sytuacją, w której padają określone słowa jest nasza interpretacja. I to ona narzuca nam „ciężar” przekazu.

Gdy jedziemy autem i popełnimy błąd, np. nie ustąpimy pieszemu, bo zagapiliśmy się przy skręcie w prawo, a mając uchylone okno usłyszymy od osoby „pod wpływem”, której prawie przejechaliśmy po nogach:

- Kto ci, k***o, prawo jazdy dał?!

Możemy pomyśleć:

- Muszę uważać. Pijaka bym przejechała.

Gdy jedziemy autem i popełnimy błąd, np. nie ustąpimy pieszemu, bo zagapiliśmy się przy skręcie w prawo, a mając uchylone okno usłyszymy krzyk przerażenia osoby, której prawie przejechaliśmy po nogach:

- Mogłaś mnie, babo, zabić, na litość boską!!!

Możemy pomyśleć:

- O żesz, mogłam ją zabić, jestem beznadziejnym kierowcą!

Możemy zjechać z trasy i w przypływie emocji zapalić papierosa, żeby się uspokoić i przez moment pomyśleć:

- Może ona miała rację? Jestem beznadziejna za kółkiem. Może trzeba przemyśleć bilet miesięczny.

To wciąż ta sama sytuacja, a jakże odmienne reakcje. Im więcej emocji, tym „mocniejsza” reakcja...

Myśli to nie emocje.

Często pojawiają się w nas po trudnych sytuacjach z dziećmi charakterystyczne myśli, np.

- Czuję, że zawiodłam jako matka.
- Czuję, że ona/on mnie nienawidzi/ nie kocha.
- Czuję, że muszę go/ją stamtąd zabrać.
- Czuję, że on/ona ma rację.
- Czuję, że się pomyliłam/pomyliłem.

Tymczasem… To nie są Twoje emocje i uczucia („czuję, że…), a myśli/przekonania, które je udają! Dodatkowo zdanie: Czuję, że muszę go/ją stamtąd zabrać... to Twoja potrzeba.

Drodzy Rodzice,

Za myślą o tym, że coś lub kogoś mu odebrałaś może kryć się cała masa innych nieprzyjemnych myśli:

  • że zawiedliście jako rodzice
  • że nie sprawdziliście się jako rodzice
  • że jesteście złymi ludźmi,
  • że od teraz syn/córka będzie Was nienawidził (lub już Was nienawidzi)
  • że nie chcecie mu/jej pomóc (czyli Wasze dziecko mówi prawdę objawioną, z którą nie ma sensu dyskutować, ani jej podważać, bo przecież, gdyby było inaczej syn by nie płakał itd.).

i uczucia, np.:

  • żal, że Wasze dziecko jest tam, gdzie jest, pomimo wielomiesięcznej (czasem kilkuletniej) walki o jego/jej zdrowie
  • wyrzuty sumienia, że jako rodzice zostawiacie go/ją w takim miejscu
  • brak nadziei na to, że będzie lepiej albo że było już lepiej i znowu jest gorzej.

Te emocje i myśli podsycane są przez Waszą interpretację. Gdyby jednak przyjrzeć się temu na „chłodno” (tak, emocje pomagają w interpretacji, ale często są nieadekwatne, nie oddają wszystkiego, co się dzieje, a skupiają się jedynie na jednym wątku, np. „zawiodłaś mnie, nie zależy ci na mnie) trudno złapać dystans do tego, co się dzieje. Tak, to bardzo trudne, ale nie możemy polegać wyłącznie na naszych myślach, bo myśli to nie fakty.

Nie tylko złość.

A co, gdyby za tymi wszystkimi raniącymi Ciebie, jako Rodzica, słowami kryła się złość dziecka na to, że jest w szpitalu? Ono ma prawo do złości, bo przecież nikt nie chce być w miejscu daleko od domu, bez rodziny, bez swojego pokoju czy zwierzaka. Syn lub córka chce być w domu, bo tam czuje się inaczej, „lepiej”. Niestety, pomija powód, dla którego znalazł się w szpitalu. Pomija okoliczności, które doprowadziły go do oddziału. Owszem, może mieć złość w sobie, ale… pod złością jest tak samo dużo emocji i myśli, które Ty masz w sobie. Ja czytam tę złość jako:

  • lęk o to, co będzie dalej (ten sam lęk jest w Tobie, gdy piszesz: „A jutra się boję”).
  • smutek i przygnębienie wynikające nawet nie z samego pobytu, ale z racji choroby
  • wyczerpanie, brak energii, siły na kolejne zmagania z chorobą

W końcu, to, że nie zabierasz go do domu interpretuje jako fakt, działanie, którym pogarszasz jego stan i że nie chcesz, żeby było lepiej.

Czy jako rodzice, którzy przez ostatnie lata robili wszystko, żeby syn/córka stanął/stanęła na nogi, wyzdrowiał/a, możesz potwierdzić jego/jej interpretację o tym, że pogarszasz jego/jej stan?

Czy jako mama, która przez ostatnie lata robiła wszystko, żeby syn wyzdrowiał, możesz potwierdzić jego intepretację o tym, że nie chcesz, żeby było lepiej? Nie sądzę.

Myślę, że ulegasz jego interpretacji, która ma niewiele wspólnego z tym, co zrobiłaś do tej pory jako jego mama. Myśli i interpretacje to nie fakty.

Jak sobie poradzić?

Może Wam pomóc zrobienie listy, w której umieścicie wszystkie czynności, działania, które miały mu/jej pomóc podejmowane przez Was w ciągu np. ostatnich kilku miesięcy. Skupcie się, żeby zapisać dokładnie wszystko: od najmniejszej pierdółki. To są fakty i rzeczywistość. Twoja. Wasza. Twojego syna. Ciebie jako rodzica.

Inne możliwe interpretacje
Syn/córka mogą nie chcieć Cię widzieć. To, że go/ją „zawiodłaś” to nie jedyny powód. Może być również tak, że nie chce Cię widzieć, bo:

  • przypominasz mu dom, czyli to miejsce, w którym chciałby się znaleźć, a nie może.
  • nie radzi sobie z tym, że z jednej strony Ciebie kocha (bądź tego pewna/y na 1000%), a z drugiej nie spełniasz jego prośby o zabraniu go do domu
  • czuje się winny, że doprowadził do tej sytuacji (nie dostrzegając tego, jak podstępnie działa depresja)
  • czuje lęk przed oceną, gdy płacze i się trzęsie – nie chce, byś widział/a go w takim stanie.

Sami widzicie, że takie jedno zdanie wypowiedziane w emocjach zapada w pamięć. Cóż więc ma zrobić syn/córka, dla których oddział szpitalny to kupa stresu, lęku i atomowej tęsknoty za domem…

Lęk napędzany brakiem informacji.

Bądź jednak dobrej myśli. Teraz to szpital odpowiada za jego bezpieczeństwo, nie Ty. Spróbuj skontaktować się z lekarzem prowadzącym i zapytać, co on myśli o obecnym stanie syna. Lęk jest napędzany przez… brak danych.Nie wierz jedynie w emocje dziecka na oddziale czy reakcje na nie (płacz, dygot i inne). Skontaktuj się ze specjalistą. On jest zdystansowany od emocji, nie dlatego, że jest bez serca, ale dlatego, że Twój syn to dla niego pacjent, a nie członek rodziny.

O tym, czy w różnych życiowych sytuacjach istnieje idealne rozwiązanie i jak przepracować poczucie winy przeczytacie w artykule:

"Jak radzić sobie z wyrzutami sumienia".

Obraz autorstwa DC Studio na Freepik

 

 

Jacek Wolszczak

Psycholog i pedagog. Pracuje z młodzieżą i dorosłymi.

Co robić, gdy dziecko chce opuścić szpital
Ta strona korzysta z plików cookie. Korzystając z tej witryny, wyrażasz zgodę na naszą politykę prywatności.
Przeczytaj