– Inni rodzice radzą sobie lepiej ode mnie.
– Ciągle popełniam błędy wychowawcze.
– Jego/jej problemy… to na pewno przeze mnie.
Takie myśli zna wielu rodziców dzieci i nastolatków. Poczucie bycia niewystarczającym rodzicem nie jest wyjątkiem ani dowodem porażki – jest jednym z najczęstszych doświadczeń emocjonalnych współczesnego rodzicielstwa.
Poczucie niewystarczalności w rodzicielstwie – doświadczenie powszechniejsze, niż myślisz.
Myśli te często pojawiają się po kłótni z dzieckiem, po uwadze ze szkoły, w chwilach zmęczenia, przeciążenia albo po porównaniu się z innymi rodzicami. Z czasem mogą przerodzić się w stałe poczucie winy, bezradności i utraty wiary w siebie. Rodzic zaczyna myśleć, że robi za mało, reaguje niewłaściwie albo popełnia błędy, które „na zawsze” zaszkodzą dziecku.
Skąd bierze się przekonanie: „nie jestem wystarczającym rodzicem”?
Bardzo często jego źródło leży w tym, jak sami byliśmy wychowywani. Zwłaszcza wtedy, gdy w dzieciństwie dominowała krytyka („zawsze robisz coś źle”), bagatelizowanie emocji („nie przesadzaj”, „nie ma się czego bać”) lub miłość warunkowa – zależna od ocen, zachowania czy posłuszeństwa.
Z takich doświadczeń rodzi się wewnętrzny krytyk – głos dobrze znany z dzieciństwa, który w dorosłości wraca w roli rodzica i mówi:
– „Nie nadajesz się.”
– „Powinnaś/powinieneś wiedzieć lepiej.”
Ten głos bywa dziś dodatkowo wzmacniany przez nadmiar sprzecznych komunikatów. Poradniki, podcasty, media społecznościowe, opinie ekspertów i nauczycieli – często ostre, kategoryczne i pozbawione kontekstu – tworzą obraz IDEALNEGO rodzica. Rodzica, który jednocześnie ma stawiać granice i być zawsze empatyczny, być konsekwentny i elastyczny, obecny i niewyczerpany.
W efekcie łatwo dojść do wniosku, że cokolwiek zrobimy, i tak będzie źle.
Social media i mit idealnego rodzicielstwa.
Do tego dochodzą media społecznościowe, które – podobnie jak świąteczne reklamy – pokazują wycinek rzeczywistości: uśmiechnięte dzieci, spokojnych rodziców, wspólne pasje i sukcesy szkolne. Rzadko widać tam zmęczenie, wypalenie rodzicielskie, krzyk, bezradność czy łzy w łazience.
Psychologia społeczna jasno pokazuje, że porównania „w górę” – z tymi, którzy wydają się lepsi – obniżają samoocenę i wzmacniają poczucie wadliwości. Porównywanie własnego trudu z czyimś wyidealizowanym obrazem jest z definicji niesprawiedliwe.
Każda rodzina funkcjonuje w innym kontekście: z innymi zasobami emocjonalnymi, wsparciem społecznym, sytuacją finansową, zdrowiem psychicznym i fizycznym, temperamentem rodziców i dziecka. To, co działa w jednej rodzinie, w innej może być źródłem napięcia.
„To na pewno przeze mnie” – gdy rodzic bierze na siebie całą odpowiedzialność.
Gdy dziecko ma trudności w nauce, buntuje się w okresie dorastania, przeżywa problemy emocjonalne lub społeczne, rodzic bardzo często bierze CAŁĄ odpowiedzialność na siebie. Tymczasem rozwój dziecka zależy od wielu czynników: temperamentu, środowiska rówieśniczego, doświadczeń szkolnych czy zmian biologicznych – szczególnie intensywnych w okresie dojrzewania.
Poczucie winy nie jest dowodem troski ani odpowiedzialności – często jest jedynie sygnałem przeciążenia.
Jak radzić sobie z poczuciem bycia niewystarczającym rodzicem?
1. Zauważ i przedefiniuj swoje myśli – język ma znaczenie.
Wszystko zaczyna się od tego, co mówisz do siebie w myślach. Zdanie: „Jestem beznadziejnym rodzicem” jest bardzo ogólne i oceniające. Z taką myślą nie da się dyskutować.
Pomocne jest pytanie:
„Co to KONKRETNIE znaczy?”
Często okazuje się, że pod oceną kryje się opis:
„Jest mi teraz trudno i nie wiem, jak najlepiej zareagować.”
Zmiana języka z oceniającego na opisowy daje oddech, pozwala szukać realnych rozwiązań zamiast utwierdzać się w poczuciu porażki.
2. Błędy nie czynią Cię złym rodzicem.
Krzyk, zbyt ostra reakcja, nietrafiona decyzja – to nie dowód na bycie złym rodzicem, lecz na bycie człowiekiem. Człowiekiem, który działa, próbuje, uczy się.
Warto zapytać siebie:
„Czy gdyby mój przyjaciel był w tej sytuacji, powiedziałbym mu, że jest beznadziejny?” Życzliwość wobec siebie nie osłabia rodzicielstwa – ona je wzmacnia.
3. Wystarczająco dobry rodzic – nie idealny.
Dzieci nie potrzebują rodziców idealnych. Tacy nie istnieją. Potrzebują rodziców autentycznych i odważnych. Odwaga w rodzicielstwie to m.in. umiejętność przyznania się do błędu, przeproszenia i powrotu do rozmowy po trudnej sytuacji.
„Krzyknąłem wczoraj, bo byłem bardzo zmęczony. To nie było w porządku. Następnym razem spróbuję inaczej.”
Taka postawa uczy dziecko, że relacje można naprawiać, że są procesem, a nie czymś danym raz na zawsze.
Rodzic jest odpowiedzialny za relację.
Czasem można spotkać się z przekonaniem, że „nie da się już odbudować więzi” albo że dziecko „musi samo zrozumieć”. Warto powiedzieć jasno:
To rodzic jest osobą dorosłą.
To rodzic odpowiada za relację.
To rodzic pokazuje, że mu zależy.
Wycofanie nie buduje więzi. Dla dziecka – szczególnie nastolatka – oznacza często: „zostałem opuszczony”, „jestem nieważny”. A emocjonalnie opuszczone dzieci są bardziej narażone na manipulację, także w świecie online.
Dzieci, które wiedzą, że mogą wrócić do rodzica – nawet po błędzie, nawet po kłótni – mają emocjonalny kompas. I to jest jedna z najważniejszych funkcji rodzicielstwa.
Ważne!
Poczucie bycia niewystarczającym rodzicem nie świadczy o tym, że nim jesteś. Bardzo często świadczy o tym, że Ci zależy, że bierzesz odpowiedzialność i chcesz dobrze.
Rodzicielstwo nie polega na bezbłędności, lecz na obecności, refleksji i gotowości do naprawy relacji. Jeśli masz wątpliwości – jesteś zaangażowanym rodzicem. A to już bardzo dużo. Dzieci i nastolatki nie potrzebują rodziców idealnych. Potrzebują takich, którzy są wystarczająco dobrzy – stabilnych, przewidywalnych, emocjonalnie dostępnych.
Donald Woods Winnicott mówił o „wystarczająco dobrej matce” – dziś mówimy: wystarczająco dobrym rodzicu. Kimś, kto czasem zawodzi, bywa zmęczony, popełnia błędy, ale potrafi wrócić do relacji.
Najważniejszym punktem odniesienia nie są inni rodzice, lecz Twoje dziecko i Wasza więź. Ona nie potrzebuje porównań ani rywalizacji – potrzebuje obecności.
Na koniec warto przytoczyć słowa jednej z internetowych Czytelniczek niniejszego tekstu – Pani Marty – która swoim komentarzem pięknie domknęła ten temat:
Nie ma idealnych rodziców, ale jeśli myśli rodzica krążą wciąż i wciąż wokół tego, jakim jest rodzicem, to gubi dziecko. Każdego dnia jest szansa, aby być lepszym – nie idealnym. Trzeba uznać swoją zwyczajność i każdego dnia być z sobą i z dzieckiem: słuchać, pytać, odpowiadać, zaciekawiać się… I tyle. Albo aż tyle.
I tyle… albo aż tyle.
Obraz Lukas_Rychvalsky z Pixabay




